DS magazine
Bertrand Russell
Finistère
Wróciliśmy do Bretanii, do tego samego miejsca, co w ubiegłym roku, ponieważ jest to miejsce cudowne, ze świetną ekipą, masą zajęć na miejscu i w okolicy, oraz kranikami z winem. Tym razem polowanie na couteaux nam się zupełnie nie udało, prawdopodobnie dlatego, że było po deszczu i nie było widać dziurek w piasku, choć kilka widziałam, ale nic z nich nie wyszło. Udało nam się natomiast popłynąć pontonem z silnikiem. Pontony przeznaczone są dla 4-6 osób. Początkowo zebrałam taką ekipę, która, gdy przyszło co do czego, jakoś się w ostatniej chwili wykruszyła. Zostałam sama z dzieckiem. Wydano nam kapoki, wiosło i bosak, róg mgłowy na wszelki wypadek oraz kanister z benzyną i udaliśmy się na pomost, gdzie najpierw trzeba było wybrać wodę z pontonu, bowiem padało. Następnie zostaliśmy poinstruowani jak działa silnik. Podłączyć kanister, wyciągnąć starter, tu luz, tu bieg do przodu, tu wsteczny, tu pokrętło prędkości i sterowanie w jednym, zielone boje po lewej ręce, na ocean nie wypływać, bo duża fala.

Po tym wszystkim zwątpiłam. Sama z dzieckiem w takim pływadle? Czy to na pewno rozsądne? A jak silnik zgaśnie? A jak dziecko wypadnie? A jak się zrobi dziura? A jak się pojawi rekin? Rzekłam, że ja może jednak innym razem, na co dziecko oczywiście zawrzasło, że nie ma mowy, płyniemy. Instruktor powiedział, że daje słowo, mogę płynąć sama, nic trudnego. To popłynęliśmy, bo w końcu co, ja nie popłynę? Sterować statkiem umiem, chociaż nie przewidziałam, że jak będę ciągnąć za ten rumpel, to będę sobie jednocześnie zwiększać lub zmniejszać prędkość. Opanowanie tego zajęło mi chwilę, potem już było prosto, choć przeżyłam chwilę grozy, kiedy przepływaliśmy przez port, skąd akurat wychodziła żaglówka. Żaglówka ma pierwszeństwo, ale na żaglach, ta jest na silniku, to chyba nie ma, a jak wychodzi z portu, to też raczej nie ma, lecz wolałabym jednak się z nią nie zderzyć - tę gonitwę myśli przerwał mi człowiek z jachtu machając, żebym przeszła za nim, co posłusznie uczyniłam. Potem już tylko pilnowałam bojek i rzeczywiście dotarliśmy aż do zatoki z widokiem na ocean, gdzie były fale. Wrzuciłam luz, pokołysaliśmy się na falach, i zawróciłam. Powrót był szybszy, bo z prądem. Dobijając do pomostu zastanawiałam się nerwowo, co teraz i jak ja sobie niby mam poradzić, ale instruktor czekał na miejscu i udzielił mi wskazówek.

Darowaliśmy sobie zwiedzanie pobliskich miast, widzieliśmy je bowiem w zeszłym roku, pojechaliśmy natomiast do Concarneau do Musée de la Pêche (Muzeum Rybołóstwa), które okazało się znacznie ciekawsze, niż może to sugerować nazwa. Jest tam mnóstwo fajnych makiet pokazujących historyczne sposoby połowu ryb, oraz zwiedza się autentyczny kuter rybacki zacumowany tuż obok. Są też ryby i inne poławiane stworzenia morskie, parę gablot poświęconych przetwórstwu, zwiedzanie kutra w VR, filmy z połowów i gigantyczna maszyna do szycia żagli.

Chodziliśmy na długie spacery po lasach i brzegu morza, oglądaliśmy okoliczną florę i faunę (szczególnie rybitwy i rybołówki, są fascynujące, kiedy błyskawicznie spadają jak kamień z nieba i nurkują, żeby złapać rybę), siedzieliśmy na plaży, oglądaliśmy strzechy ze słomy z irysami na dachu w celu irygacji, oraz architekturę z granitu. Łupali te kamienie używając drewna polewanego wodą, pod jej wpływem pęczniało, rozsadzając kamień. Byliśmy nawet w ośrodkowej saunie, ku mojemu przyjemnemu zdziwieniu naprawdę porządnie nagrzanej. Był to pierwszy raz mojego dziecka, które okazało się być fanem wygrzewania się w ciepełku. Że jest fanem ostryg, już wiedziałam, zamówiłam więc na degustację dwa talerze, słusznie. Na wieczorek zapoznawczo-powitalny przywiozłam natomiast polskie ptasie mleczko (każdy miał przywieźć jakiś specjał ze swoich lokalnych stron), wiele osób mi potem mówiło, jak bardzo im smakowało. A jeśli chodzi o ośrodkową stołówkę, to zaskoczył mnie bufet bałtycki. Nie jakością pożywienia, to było pyszne (kawior, łosoś, śledzie...), lecz dekoracją. Jej głównym elementem były biały niedźwiedź i pingwin.



2018-05-09 09:48:36 Komentuj (3)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem