Z londyńskiego metra

spt (09.01.2018, 19:48)
cholera. w ogóle Polańskiego nie kojarzę z polskim kinem. gdybym miała puszczać polskie filmy - nie puściłabym Polańskiego. Aż mnie to zaintrygowało ;)))

(Rzeź mnie wykończyła. Czułam się jakbym była w robocie. Obyczajowe napierdalanki muszę omijać. Cała reszta bdb :)
odwodnik (09.01.2018, 16:51)
W sumie zgadzam się z oceną "Układu zamkniętego". Zupełnie mi wyleciał z głowy ten cały melodramat w tle. Nadal mnie przeraża jak łatwo można w Polsce zniszczyć firmę zupełnie legalnie (nadal można), ale rzeczywiście znacznie lepsze by to było w wymowie również, gdyby Ci źli nie byli do szpiku ŹLI a ci dobrzy tacy BEZ SKAZY.

Z polskich filmów następnym razem zobacz "Najlepszego" "Bogów" i "Planetę singli" jeśli jeszcze nie widziałaś.



---
- Jesteś w Polsce, będziesz oglądać polskie filmy - oświadczył stanowczo szwagier, i włączył "Jestem mordercą" Macieja Pieprzycy. Fabuła oparta jest na autentycznym śledztwie w sprawie "wampira  z Zagłębia", mordującego kobiety na Śląsku od listopada 1964 do marca 1970, natomiast nazwiska postaci są zmienione. Do dziś nie jest jasne, czy skazany na karę śmierci Marchwicki (w filmie Kalicki, grany doskonale przez Arkadiusza Jakubika) rzeczywiście był mordercą, i o tym jest film Pieprzycy. Drugoplanową, ale świetną rolę ma tu Agata Kulesza, i w ogóle dobra rzecz.

Jakoś na fali rozmów o polskich aktorach zapytałam o Gajosa, szwagier więc zaproponował nam "Układ zamknięty" Bugajskiego, też na faktach, natomiast mimo roli Gajosa zdecydowanie słabszy. Trzech biznesmenów zakłada firmę, ale do szpiku kości zły prokurator Kostrzewa wraz z naczelnikiem Urzędu Skarbowego postanawiają ich zniszczyć. Nasyłają na niewinnych młodzieńców złych funkcjonariuszy CBŚ, którzy straszą dzieci, powodują poronienie, a gdyby tego było mało, to zamkniętego już w więzieniu bohatera się brutalnie gwałci. W tle 1968, w którym Kostrzewa był marnym studentem, za to zagorzałym członkiem ZSP. Jakby nie te przegięcia i nadmierna dosłowność, byłaby to niezła rzecz.

Następnie obejrzeliśmy kolejny film z Gajosem, "Konwój" Macieja Żaka, też mocno naciągany, chociaż zamysł był interesujący. Więzienni strażnicy transportują niebezpiecznego więźnia, ale po drodze dzieją się dziwne i dość makabryczne rzeczy. Interesujące jest to, jak zmienia się optyka odbioru przez widza: najpierw jesteśmy obojętni, potem zaczynamy współczuć więźniowi maltretowanemu przez strażników, następnie zaczynamy ich rozumieć, po czym fabuła wykonuje kolejny skręt. Zakończenie natomiast jest okrutnie melodramatycznie, i generalnie cały pomysł ma niewiele sensu. A rzecz miała być o tym, co robić z niebezpiecznymi osadzonymi, tylko nie zostało to wyraźniej pociągnięte.

"Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" Marii Sadowskiej ze znakomitą Boczarską w roli głównej jest dość dobra. Nie podobało mi się skakanie po wątkach w czasie, które jest dość męczące. Można było zrobić to dwuwątkowo, ale chrolologicznie, albo ilustrować współczesność, w której Wisłocka walczy o wydanie swojej książki, epizodami z przeszłości. A tak mam wrażenie zlepku scen. Szkoda, że nie zostało wyraźniej pokazane, jak Wisłocka olewała swoją córkę (oddawała ją na wychowanie różnym osobom, a potem odesłała na dwa lata do sanatorium, odwiedzając ją w tym czasie... raz). Ale cała reszta jest interesująca, ładnie pokazane i przyjemnie się ogląda. Muszę tę biografię w końcu przeczytać.

I w końcu obejrzeliśmy "Rzeź" Polańskiego. Znam sztukę Yasminy Rezy "Bóg mordu", film jest jej dość wierny. Jest bardzo kameralny - tylko czterech aktorów, jedno wnętrze. Do pary rodziców jedenastolatka przychodzą rodzice jego kolegi, który uderzył tamtego kijem wybijając mu zęby. Na początku wszyscy są bardzo kulturalni, zachowują pozory, lecz w miarę rozwoju sytuacji wylezie z nich zupełnie co innego. Jest to dobrze pomyślane i dobrze zagrane. Irytuje mnie nieco nadmierna gładkość kompozycji: każda z postaci wystąpi przeciwko pozostałym i zawiąże koalicję z każdą inną, wydaje mi się to jakieś sztuczne. W teatrze by mi nie przeszkadzało, w filmie nagle zaczęło.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani