Z londyńskiego metra




---
W pierwszym rozdziale Richard "Dodge" Forthrast, starzejący się multimilioner, który dorobił się na niezwykle popularnej grze sieciowej, budzi się i wstaje z łóżka, a w tym czasie rozmyśla. O drzemkach, ich nieodzowności dla ludzkiego umysłu, ich definicji, zrywaniu łącznika między ciałem i umysłem, różnicy między snem a śmiercią, mitologii greckiej i nordyckiej. W drugim rozdziale bohater jedzie autobusem i rozmyśla o naturze świadomości. Czyli wiemy, jakiej tematyki oczekiwać dalej, a klimat jest cokolwiek osiemnastowieczny, jak należało się tego spodziewać po tytule, chociaż czasy są zdecydowanie współczesne i ponieważ to Stephenson, wiadomo, że dalej będzie technothriller. Tymczasem jednak Richard umiera, a jego współpracownik i siostrzenica Zula stają przed pytaniem, co dalej, które w tym przypadku nie ma tak oczywistej odpowiedzi, jak zazwyczaj.

Mamy tu bardzo szczegółowy opis tworzenia świata, łączący mitologie i religie. Spójny i pomysłowy, czasem błyskotliwy, miejscami zabawny, miejscami dający do myślenia. Istotnie, trudno byłoby nam wymyślić coś zupełnie nowego, lepszego, odciąć się od starych idei i pragnień. Nawet w tej nowej formie ludzie pozostają ludźmi, jeśli zachowana ma być ciągłość świadomości - a z nią idą ograniczenia. Nie bardzo natomiast rozumiałam pomysł stylizacji narracji i dialogów: dlaczego nie mogliby rozmawiać normalnie, tak jak ostatnio to robili, tylko muszą koniecznie w ten archaiczny sposób?

Następnie jest trzy lata później, Dodge oczywiście dalej nie żyje, natomiast jego współpracownik Corvallis (nerd z aspergerem) wplątuje się w gigantyczny hoax internetowy, co daje autorowi punkt wyjścia do obfitego narzekania na internet, który Dodge określał mianem "the Miasma". Jest dość jasne, co autor "Zamieci" czuje patrząc na współczesne media społeczne, i dlatego tutaj podejmuje dość radykalne postanowienie - zniszczyć internet, żeby zastąpić go nowym lepszym rozwiązaniem. Wzruszające, bo chwilami czyta się to nieco jak stary dobry cyberpunk z początku lat 90. Oraz rozczuliłam się, kiedy Corvallis grzebał w bazie danych w cloud, żeby wyciągnąć z niej pewne wnioski, ponieważ część mojej pracy polegała akurat na analizowaniu bazy danych w cloud (i stwierdzaniu przy okazji, że Francuzi masowo oglądali dziecko Meghan Markle). Rozczuleniu towarzyszyło jednak pewne rozczarowanie, bo kiedyś fantastyka to był wizjonerski rozmach, infostrady, awatary, błyskotliwi hakerzy i guru komputerowi; jeśli dzisiaj mam czytać o tym, co robię w pracy, to jaki to ma właściwie sens? Naprawdę ciekawie zaczyna się robić w 62%, kiedy oglądamy wpływ tej nowej technologii na życie ludzi w Meatspace - to jest dobrze przemyślane. Doskonałym pomysłem jest brak komunikacji rebooted dead z żywymi, trochę na zasadzie sugerowanej już przez Silverberga w "Rodzimy się z umarłymi".

Część trzecia dzieje się 17 lat później, bohaterką jest Sophie, córka siostrzenicy Richarda, już teraz dorosła. Świat natomiast cokolwiek się zmienił, aczkolwiek nie poszliśmy tu w stronę katastrofy ekologicznej, co z jednej strony jest pewnym wytchnieniem po dziesiątkach głoszących to ostatnio powieści, a z drugiej strony wytrzeszczałam jednak oczy, zastanawiając się, czy Stephenson nie zna najnowszych przepowiedni na temat zmian klimatycznych, czy też ma je w nosie. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że to ostatnie w grę nie wchodzi: są tu napomknienia sugerujące, że ludzie się opamiętali i zadbali o środowisko, ale temat nie jest poruszony bardziej.

Jest tu dość ciekawa diagnoza problemów z sieciami dostępnymi na okrągło - ludzie mogą żyć nieustannie w swojej własnej halucynacji, karmieni memami, nie mając styczności z rzeczywistością. Nie potrzebują nawet spójnych teorii spiskowych. To całkiem słuszna obserwacja również i we współczesnej Polsce. W każdym razie mamy tu rozwarstwienie Stanów na północ i południe, co daje również możliwość rozegrania nakazów Księgi Kapłańskiej. Owszem, zabawne i dobrze pomyślane, ale widziałam to ostatnio tyle razy, że o oryginalności trudno mówić. Są tu jednak również granice fraktalne, fundacja rodziny Shaftoe - Waterhouse, i Enoch Root. Ukrzyżowany. Tak, to niewątpliwie Stephenson, a w 30% powieści przechodzimy nawet do sedna, i jest bardzo wciągająco, chociaż miejscami - nadal - rozwlekle. I tak będzie do ostatniej ćwierci, która robi się znakomita. To prawdziwa heroiczna fantasy najwyższej klasy, z ogromnym rozmachem i niezwykle skomplikowanym światem, z mapami świata, wielkim gadającym krukiem, barbarzyńską księżniczką, olbrzymami, herosami, bogami i aniołami, oraz Questem. Są tu i elementy oryginalne: choćby ten rozdział na Sprung i Spawn, logiczny i doskonale pomyślany. I oczywiście niezliczone smaczki, dowcip miesza się tu z powagą, a niezwykłe jest tu, że nietypowo dla gatunku - czytelnik wie więcej, niż bohaterowie. I dopiero teraz docenia dotychczasową drobiazgowość w tworzeniu całej mitologii. Bez tego podłoża nie dałoby się docenić końcowego rezultatu.

Jaka jest ostateczna konkluzja, wiadomo właściwie niemal od początku, czym byłam nieco rozczarowana, ten autor nie do tego mnie przyzwyczaił. W połowie Enoch Root mówi otwartym tekstem, o co chodzi. Lecz przyznam, przez tydzień chodziłam myśląc, czy to jednak mogłaby być prawda.

Kolejny raz u Stephensona mam wrażenie, że przeczytałam cztery powieści skondensowane w jedną. Połączenie gatunków literackich, oraz religii i mitologii zrobione jest świetnie, doskonale logicznie, to zupełnie nowe wyżyny. Chylę czoła przed umieszczeniem Cryptocomiconu, Cyklu Barokowego i Reamde w tym samym świecie (i, jak zgaduję, borwemryvśzl jłnśavr wrtb xbavrp... xgóel olć zbżr oęqmvr chaxgrz jlwśpvn qb pmrtbś mhcrłavr vaartb). Dałoby się tu jednak wyciąć ze środka te początkowe etapy rozwoju świata, tego jest naprawdę chwilami za dużo i za monotonnie, i dlatego pierwwszy raz odkładałam książkę Stephensona z poczuciem, że być może ponownie jej już nie przeczytam. Nie rozumiem również, wnxvr jłnśpvjvr mnqnavr zvnł qb fcrłavravn Rabpu Ebbg v qynpmrtb j xbńpbjrw vqlyyv avr jvqmvzl Mhyv.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani