Z londyńskiego metra




---
Czwarty tom jest czwarty, i co prawda są to bardzo krótkie tomy, ale oczywiście się obawiałam, że jednak formuła się wyczerpie; ileż można tego samego bohatera eksploatować. Okazało się, że można, śmiałam się na głos wielokorotnie, co zdarza się dużo rzadziej, niż bym sobie życzyła. Podziwiam konsekwencję Marthy Wells, Murderbot nie wykracza poza swoje ramy, nieodmiennie wyraża się o ludziach ze zgryźliwą trafnością. Ma też ogromny dystans do siebie. Oraz ma uczucia. Nie za wiele, ale ma, kompletnie nie wie, co z tym zrobić, i to jest niezwykle zabawne i wzruszające.

Pomieszanie efektów komicznych z trafnymi spostrzeżeniami przywodzi na myśl Pratchetta, choć to zupełnie inna stylistyka. Murderbot jest zabawny w swojej upartej (i przez mnie doskonale rozumianej) niechęci do bycia człowiekiem, przy czym jest istotą głęboko ludzką w swoim rozdarciu między "zostałem tak zaprogramowany" (a kto nie został: my, organiczni, przecież też) a "mam wolny wybór". A także między pragnieniem wolności, a przerażeniem, że mogłoby się ziścić. Rozbrajaące jest też, że bezlitosny niesłychanie sprawny zabójca rozkleja się doświadczywszy najdrobniejszej emocji, i nie wie, jak sobie z nią poradzić. Nie wiem ile z tego Wells zrobiła świadomie, ale wyszło jej znakomicie. Patrzę na inne jej książki żałując, że to fantasy. Może kiedyś.

Przy czym nadal męczy mnie brak wiedzy, skąd właściwie Murderbot czerpie energię. Może ma wbudowane jakieś superbaterie, ale nadal trzeba by je kiedyś ładować i wymieniać. Czułabym się lepiej, gdyby była na ten temat przynajmniej jakaś wzmianka. No właśnie. I już wiadomo, dlaczego czuję silne duchowe pokrewieństwo z bohaterem.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani