Z londyńskiego metra

dees (05.01.2017, 16:52)
czarownica, tak, widziałam jakąś zaręczającą się parę i myślałam, że doprawdy mniej romantycznie to już chyba tylko w supermarkecie :)
czarownica (09.12.2016, 21:46)
Dziwne, niczego takiego nie pamietam z naszego zwiedzania wiezy. Za to pamietam, jak mi Sacre Cour zniknelo po wjezdzie na wyzszy poziom, przestalo byc wzgorzem. A potem przy schodzeniu powoli pojawialo sie znowu.
No i ten, wtedy-jeszcze-nie-maz zagnal mnie tam do rogu i wcisnal na palec pierscionek. A ja, zamiast sie wzruszyc, to sie wkurwilam tak, ze sie prawie poryczalam ze zlosci. Bo nie tak mialo byc, mielismy siasc i wszystko obgadac na spokojnie, a potem umowic sie na slub. A ten mi tu z pierscionkiem...

Na Montmartre zas - zeby nie lezc po tych stromych schodach (nie doczytalam, ze mozna wjechac;) wlezlismy jakos od boku, od Batignolles. Tez po schodach, rownie stromych tylko podzielonych na mniejsze odcinki pomiedzy ulicami.
Perfumy z Fragonard u podnoza S.C. mam do dzis :)
dees (09.12.2016, 09:26)
futrzak, to jest gigantyczna metropolia pełna turystów oraz WSZYSTKIEGO, nie ma się co łudzić, że gdzieś w takich miejscach jest jakoś inaczej. a ja jestem bardzo wrażliwa na tłum.

Gość, prawda, Wenecję tak też pamiętam (i te kanały na końcu drogi!), tylko złodziei nie zauważyłam, ale na pewno po prostu nie wiedziałam gdzie są. tu wiem.
Gosc (08.12.2016, 22:36)
O, to tak jak w Wenecji-tylko tam nie ma gdzie odejść, bo zaraz koniec drogi i kanały...
futrzak (08.12.2016, 19:08)
Yyy.
No to jak kiedys w ogole myslalam sobie zeby wybrac sie, tak przeszlo jak ręką odjal po przeczytaniu tego opisu...
dees (07.12.2016, 14:29)
p, tak, znalazłam i doczytałam. rozumiał.
p. (07.12.2016, 11:27)
to jest "Épilogue (Le Spleen de Paris)"

piekna jest wlasnie ostatnia strofa :

"Je t’aime, ô capitale infâme ! Courtisanes
Et bandits, tels souvent vous offrez des plaisirs
Que ne comprennent pas les vulgaires profanes."

;-)
dees (07.12.2016, 09:58)
p. zaraz se to znajdę w oryginale i będę recytować
p. (07.12.2016, 09:55)
to prawie jak w wierszu Baudelaire'a :
"Z sercem pełnym radości wszedłem na wzniesienie,
Skąd widać miasto w jego rozległości całej,
Szpital, lunapark, czyściec, piekło i więzienie,..."



---
Obiecałam dziecku już dawno, że odwiedzimy wieżę Eiffla, skorzystałam z wizyty znajomej, żeby wybrać się razem. Albo nie pamiętałam, jaki tam jest tłum turystów i sprzedawców, albo wyparłam, albo zrobiło się gorzej. Marakeski plac Jemaa al-fna jest przy tym spokojnym parkiem do niedzielnych emeryckich spacerów. Pod Palais de Chaillot jest wszystko, łącznie z wiecem politycznym i chińskimi śpiewakami. Nie ma wprawdzie zaklinaczy węży, ale może po prostu nie przyglądałam się uważnie. Przedzierać się trzeba przez zbity tłum. Pod Wieżą ogrodzenie i kolejka do kontroli toreb. Przeszłyśmy, stanęłyśmy w kolejce do kasy, dziwnie niewielkiej: po czym doczytałam na wyświetlaczach, że szczyt chwilowo niedostępny, przy czym chwilowo nie było nijak sprecyzowane. Koleżanka stwierdziła, że jednak wjeżdżamy, trudno. W kolejce przed nami stało mnóstwo kobiet w kolorowych chustach na głowie, gadających w języku do niczego niepodobnym, po namyśle przypomniałam sobie, że taki język to zapewne turecki. Dotarłyśmy do kasy całkiem szybko, i w tym momencie bilet na szczyt zrobił się dostępny. Wjechałyśmy. Winda przesuwa się po filarze, i te wszystkie metalowe koronki wyglądają tak niewiarygodnie krucho...

Ściemniało się akurat, widok na rozświetlający się Paryż jest jedyny w swoim rodzaju, i byłoby fajnie, gdyby nie ten absolutnie niewiarygodny tłum, wszystko w ścisku, co 50 cm ktoś wkłada człowiekowi w oko albo gdzie indziej selfie stick (znak czasów, sprzedawcy tychże są teraz niezwykle liczni w okolicy). Z góry widać również zwiniętą trawę z Pól Marsowych. Po zjechaniu wychodzi się z ogrodzonej enklawy i NAGLE atakuje człowieka zwarty front sprzedawców wież stojących tuż pod i wciskających towar. Potem już tylko trzeba przejść koło tradycyjnej piętrowej karuzeli.

Montmartre jest gorszy, wystrzegać się trzeba nachalnych wiązaczy włóczki na ręce, oczywiście to złodzieje, tak samo jak fałszywi, rzekomo głusi, zbieracze podpisów pod "petycjami". Pod żadnym pozorem się nie zatrzymywać przy nich ani obok, a najlepiej omijać szerokim łukiem. Obfitość turystów wszędzie, oczywiście. Wejście do Bazyliki ogrodzone, sprawdzają torby - jak komu, moim wielkim czarnym plecakiem się nie zainteresowali w ogóle, mogłam tam wnieść z dziesięć kilo materiałów wybuchowych i kałach. Po trzystu stopniach weszłam na kopułę, schodzi się potem wąziutkimi przejściami jak z filmu, uroczo, i znacznie mniej ludzi, należałoby tam zostać i się napawać, gdyby nie obawa przed blokowaniem drogi. I ten jedyny w swoim rodzaju widok na smog mgłę nad Paryżem. W metrze mówiąca po polsku muzułmanka.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani