Z londyńskiego metra

dees (02.10.2018, 09:50)
batumi, tłumaczone były niestety tylko piewsze z Thursday Next, a szkoda wielka. tak, jak będziesz miała czytnik, to będzie łatwiej :)
batumi (02.10.2018, 07:48)
ech, kiedyś sobie założyłam taki plik, w którym zapisuje książki do przeczytania i dzięki Tobie jest tam sporo tego Fforde, niestety nigdy nic nie dorwałam. Muszę sobie sprawić tego Kindle'a, może będzie łatwiej



---
A gdyby ludzie mieli wspólnego przodka nie z małpą, lecz z niedźwiedziem, i zapadali w sen zimowy? A gdyby w dodatku trwała mała epoka lodowcowa, i zimy były bardzo ciężkie i długie? Łatwo sobie wyobrazić: technologia nastawiona na wsparcie zimowej hibernacji, specjalnie wybudowane dormitoria, leki wspomagające długi sen, telewizja nadająca powtórki seriali ułatwiające zaśnięcie tym przedwcześnie wybudzonym, i przede wszystkim tradycja tuczenia się na zimę oraz unikania wysiłku fizycznego. Na tych szczupłych patrzy się z politowaniem i współczuciem - nie dotrwają do wiosny. Chyba, że pełnią funkcję the Winter Consul, pozostającego na jawie zarządzającego tym światem o zminimalizowanych funkcjach życiowych. Uczniem takiego właśnie Konsula jest narrator, Charlie, wkraczający w swoją pierwszą świadomą Zimę. W towarzystwie pani Tiffen, ale to niespecjalna pociecha, ta jest bowiem martwa od kilku lat. Niektórzy z hibernacji wychodzą jako zombie, bez świadomości, jedynym instynktem jest głód. Łatwo sobie z nimi poradzić: wystarczy regularnie karmić. A kiedy zabraknie im troskliwych opiekunów, idą na przeszczepy.

Prześliczny pomysł, jak to Fforde, wykonanie błyskotliwe, jak to Fforde, dużo przypisów, rządząca lokalnym światkiem (Walią) potężna korporacja, dziwne dialogi - jak to Fforde. Początkowa spora dezorientacja czytelnika szybko ustępuje miejsca wciągnięciu w ten świat i akcję, a ta jest oczywiście nieprzewidywalna. Narrator jest wychowankiem zakonu, ale zupełnie niepodobnego do naszych, tamtejszych siostr powołaniem jest bowiem rodzenie dzieci. Przybierają imiona typu siostra Zygotia, Fallopia, czy Placentia, i szczycą się wydaniem na świat dwadzieściorga czy trzydzieściorga potomków. Ten pomysł, zasygnalizowany na początku, jest potem słabo rozwinięty, a od początku dręczyło mnie pytanie, jak pogodzić 9 miesięcy ciąży z czterema hibernacji. Ciężarne musiałyby w sen nie zapadać, ale to wymagałoby utrzymywania w Zimie porodówek. Nic o tym nie wiadomo, dowiadujemy się natomiast, że można w tym świecie handlować opcjami na swoje nienarodzone dzieci. Samochody jeżdżą na sprężone powietrze, broń również tak działa, a ograniczenie na ulicach dotyczy nie prędkości, tylko hałasu.

Miejscami jest to przyzwoita sf (wyglądająca jak historia alternatywna, mamy tu bowiem sławne osoby znane z naszego świata; jedno z dormitoriów nosi natomiast imię Melody Black), chwilami zaś mamy absurd typowy dla Fforde'a, na przykład osoba patrząca tylko lewym okiem widzi wyłącznie lewą stronę wszystkiego, prawej nie jest w stanie w ogóle zobaczyć. U innego autora czepiałabym się takich pomysłów, ale u tego wszystko jest możliwe i akceptowalne. Również zrobienie bohatera ze zdeformowanego nieudacznika.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani