DS magazine
Bertrand Russell

"Dygot" Jakub Małecki

Zdaje się, że specjalnością Małeckiego jest wojna na prowincji polskiej, albo przypadkowo trafiłam na ten sam temat, co w "Saturninie". A zwłaszcza temat pomijany, bo mało widowiskowy - jej wkraczanie na zagubioną wieś, gdzie żyją spokojnie Janek z Irenką, córką miejscowego dziwaka i obłąkanej Dojki. "Zanim się pobrali, Janek Łabendowicz zbudował wojnę." Rodzinę Janka wywożą, jemu jakoś się udaje uchować, jej nie ma w ogóle na żadnej liście mieszkańców; ich dom zajmuje Frau Eberl, ale pozwala im mieszkać nieopodal. Nawiązuje się między nimi nitka przyjaźni, i jeśli nawet lokalny komendant policji zabija proboszcza paroma strzałami w tył głowy, to przecież życie jakoś toczy się nadal. Rodzi się dziecko. Kończy się wojna.

"– Nie mogę sobie przypomnieć, jak to wcześniej było – powiedział Janek i zebrał z języka drobinki tytoniu.
– Tfu! W dupieśmy byli tako samo jak i tera! – odkrzyknął Paliwoda.
"
Kończy się wojna, Frau Eberl z rodziną musi wyjechać, prosi Janka o odwiezienie do Niemiec, ten ze strachu ucieka, Niemka przeklina jego i drugie, nienarodzone dziecko. Rodzi się potworek, albinos. Jakie życie będzie miał na tej wsi?

Karty tej pięknej, przerażającej, napisanej bardzo suchym, właściwie reportażowym stylem powieści zaludniają poza tym siostry Pyziakowe - "Było ich pięć, a jedna głośniejsza od drugiej. Żadna z nich nigdy nie wyszła za mąż"; naznaczona na całe życie Emilia; Bronek Gelda, który uwierzył w cygańskie przepowiednie; Helena Gelda, która przez ponad 40 lat nie oglądała telewizji, z zemsty; sowa Durna, nienawidząca rozczochranych czupryn; pies imieniem Koń - i koń imieniem Pies, owszem. To jedna z tych książek, do których przemawiam z niedowierzaniem: skąd niby niespełna wtedy trzydziestoletni autor, w epoce smartfonów, miał to wszystko w głowie? Jakich opowieści trzeba wysłuchiwać w dzieciństwie (tak zgaduję, bo jesteśmy w okolicach Kwilna, powracającego w "Saturninie"), żeby połączyć to wszystko w tak porywający, okrutny jak życie amalgamat? Skąd się w ogóle biorą takie pomysły? Pobrzmiewają tu echa "Stu lat samotności" jak w każdej pełnej tajemnic sadze o małej społeczności, ale Małecki jest za mądry, żeby dać się nabrać, pisze to wszystko swoim rzeczowym stylem, tylko z rzadka ubarwiając jakąś metaforą, a jedno i drugie potrafi mistrzowsko. Wspaniała powieść.

2020-10-26 08:18:37 Komentuj (0)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem