Z londyńskiego metra

dees (23.01.2018, 09:20)
batumi, mnie się w zasadzie wszystkie podobały bardzo. to wyjątkowo europejski amerykański reżyser :D
batumi (23.01.2018, 08:07)
A z filmów Payna uważam, że Spadkobiercy to arcydzieło i nie wiem, dlaczego nic o tym filmie nie słyszałam, zanim go nie obejrzałam. Może byłam w innym wymiarze akurat.
batumi (23.01.2018, 08:05)
Oj, też Waltza nienawidzę za Wielkie Oczy! Ale kocham za "Django" i w ogóle za współpracę z Tarantino. A to zdjęcie widziałaś? Ups, nie można wkleić linka więc trzeba wpisać w google "tarantino waltz" i w grafice pierwsze zdjęcie :)
dees (22.01.2018, 09:56)
kaja, a widziałaś inne filmy Payne'a?
kaja (22.01.2018, 09:51)
jak dobrze, ze sie znow zgadzamy :)



---
Jeśli się widziało trailer, to pierwsza połowa filmu jest jego rozwlekłym powtórzeniem, można by się na nią spóżnić, albo przedrzemać. Norweski naukowiec wynajduje metodę zmniejszania ludzi do 12 cm; równolegle widzimy naszego głównego bohatera, Paula Safranka z Omahy (Matt Damon) opiekującego się umierającą matką. Dziesięć lat później zmniejszeni ludzie żyją w luksusach i namawiają wszystkich na ten nieodwracalny krok, a Safranek razem z żoną się wahają. Właściwie byłam niesprawiedliwa z tym drzemaniem na początku: dużo tu przepięknych scen i fantastycznego zmysłu obserwacji, lekko satyrycznego, za który uwielbiam Payne'a nie od dziś. Mimochodem na przykład przewija się pogląd, że pomniejszeni nie powinni mieć normalnego prawa głosu: nie wytwarzają PKB. W końcu Paul decyduje się na zmniejszenie i zamieszkanie w Leisurelandzie. Tu zaprzyjaźnia się ze swoim sąsiadem Dušanem - absolutnie cudowny Christoph Waltz, którego żywiołowo nienawidziłam po "Big Eyes" Burtona. Poznaje również wietnamską dysydentkę, zmniejszoną przez swój rząd za karę, aktualnie sprzątającą mieszkania oraz niosącą pomoc, ponieważ Leisureland wbrew reklamom i nadziejom oczywiście wcale nie jest rajem na Ziemi. 

Zmniejszanie ludzi ma być remedium na przeludnienie Ziemi i uratować ją przed katastrofą ekologiczną, która jednak i tak nastąpi. Postać szlachetnej twardzielki Ngoc Lan Tran jest straszliwie przesłodzona, ale zagrana tak uroczo, że nie miałam serca się czepiać. Wymowa filmu jest tutaj mocno tendencyjna, a sama końcówka oczywista, przegadana i płaska. Payne jednak dotyka interesujących tematów. Przyznaję, że przez chwilę marzyłam o tym, żeby zmniejszenie było naprawdę możliwe, chociaż reżyser dość brutalnie pokazuje całą procedurę, i sugeruje, że w niektórych przypadkach kończyła się fatalnie. To te liczne szczegóły sprawiają, że mimo oczywistych wad nie do końca umiem się zgodzić z relatywnie słabymi ocenami filmu. Na pewno za dużo tu srok łapanych za ogon: i społeczna degrengolada, i altruizm, i ekologia, i durnawe dowcipy, i masa innych rzeczy. Zdecydowanie wolałabym inne zakończenie, i wolałabym innego aktora do roli Safranka, Damon jest męczący w charakterze amerykańskiego wioskowego głupka, natomiast doceniam odwagę i rozmach Payne'a. To mógł być genialny film. Nie jest - ale to był upadek z naprawdę wysokiego konia, nie pomniejszonego.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani