DS magazine
Bertrand Russell

"Dom w Riverton" Kate Morton

Wyszła nowa książka Morton, ale po "Domu nad jeziorem" wcale się do niej nie paliłam, tymczasem znajoma, której gustowi literackiemu bardzo ufam (zbieżny z moim - czyli znakomity) napomknęła, że najlepszy i tak jest "Dom w Riverton". Niezwłocznie zaopatrzyłam się więc w lekturę. Początek jest dość dezorientujący, z mnóstwem imion i dat wrzucanym w cokolwiek chaotyczną (celowo) narrację, ale dość szybko się dowiadujemy, że narratorką jest 98-letnia Grace, mieszkająca (współcześnie - czyli w 1998) w domu opieki, i wspominająca dawne czasy, kiedy w roku 1914 jako czternastolatka poszła na służbę do domu w Riverton. Był własnością lorda Ashbury, którego dwaj synowie przyjeżdżali w odwiedziny, jeden z nich z dziećmi. Błękitnoocy i jasnowłosi rówieśnicy Grace natychmiast ją zafascynowali. A dziesięć lat potem wydarzyło się tam coś tajemniczego, czego bohaterka nigdy nikomu nie zdradziła, ale teraz postanawia nagrać wyznanie dla swojego nieuchwytnego wnuka Marcusa.

Miałam nieco pretensji o wiek narratorki, choć pradziadek syna mego ma lat 92 i mieszka sam, a mój osobisty wujek w wieku 91 lat jest sprawny umysłowo oraz fizycznie. Poza tym tutaj Morton pamięta o przykrościach starości i nie szczędzi nam ich opisów, nie wymagając od bohaterki żadnych wyczynów poza wspominaniem. Lecz i tak zastanawiałam się, dlaczego akcja nie toczy się te 8 lat wcześniej. Usilniej jednakże rozważałam, co mi to właściwie przypomina, przekonana, że gdzieś już się natknęłam na taką wiekową narratorkę, wspominającą dla wnuka i przeplatającą wspomnienia aktualnością; gdzieś już była ta żona zamknięta w złotej klatce, ta niepokorna młodsza siostra, ten gentvpmavr mznełl xbpunarx... oczywiście, "Ślepy zabójca"! I Morton się do tego przyznaje otwartym tekstem w posłowiu, mówiąc, że gdyby jakiś czytelnik chciał coś podobnego, to istnieje ta właśnie książka. Otworzyłam oczy tak szeroko, że mi wypadły, a brwi poszybowały w stronę Księżyca. Doprawdy nie wiem, gdzie stałam, jak była kolejka po tupet, ale Morton z pewnością w pierwszej linii, a potem przyszła jeszcze trzy razy, albo piętnaście. Nie mieści mi się w głowie, jak w ogóle debiutująca autorka może radośnie rzec "a, podobna do mojej książki jest taka jedna Atwood". Może w takim razie napiszę powieść o małych ludkach mieszkających w norkach i wyruszających na spotkanie ze smokiem, a w posłowiu napomknę "gdybyście chcieli przeczytać coś podobnego, to niejaki Tolkien kiedyś tam napisał".


2019-05-05 10:20:17 Komentuj (4)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem