Z londyńskiego metra

dees (17.05.2019, 09:37)
batumi! gdzie Ty się podziewasz? ale sięgnęłaś i jesteś zadowolona, czy wprost przeciwnie?
batumi (16.05.2019, 10:16)
Po przejrzeniu oferty w księgarniach stwierdziłam, że nigdy w życiu noe sięgnęłabym po jej książki, gdyby nie Ty.
dees (05.05.2019, 19:15)
Zuzanka, bardziej mi się podobał "Strażnik tajemnic", natomiast ta w zasadzie nie jest zła, tylko to, hm, podobieństwo przeszkadzało mi tak okropnie, że nijak nie mogłam się skupić na akcji. Kwestia poczucia winy jest tutaj w każdym razie intrygująca.
Zuzanka (05.05.2019, 13:09)
Heh, absolutnie na to nie zwróciłam uwagi; fakt, że "Ślepego zabójcę" czytałam później. Ale zdecydowanie to nie jest najlepsza książka autorki.



---
Wyszła nowa książka Morton, ale po "Domu nad jeziorem" wcale się do niej nie paliłam, tymczasem znajoma, której gustowi literackiemu bardzo ufam (zbieżny z moim - czyli znakomity) napomknęła, że najlepszy i tak jest "Dom w Riverton". Niezwłocznie zaopatrzyłam się więc w lekturę. Początek jest dość dezorientujący, z mnóstwem imion i dat wrzucanym w cokolwiek chaotyczną (celowo) narrację, ale dość szybko się dowiadujemy, że narratorką jest 98-letnia Grace, mieszkająca (współcześnie - czyli w 1998) w domu opieki, i wspominająca dawne czasy, kiedy w roku 1914 jako czternastolatka poszła na służbę do domu w Riverton. Był własnością lorda Ashbury, którego dwaj synowie przyjeżdżali w odwiedziny, jeden z nich z dziećmi. Błękitnoocy i jasnowłosi rówieśnicy Grace natychmiast ją zafascynowali. A dziesięć lat potem wydarzyło się tam coś tajemniczego, czego bohaterka nigdy nikomu nie zdradziła, ale teraz postanawia nagrać wyznanie dla swojego nieuchwytnego wnuka Marcusa.

Miałam nieco pretensji o wiek narratorki, choć pradziadek syna mego ma lat 92 i mieszka sam, a mój osobisty wujek w wieku 91 lat jest sprawny umysłowo oraz fizycznie. Poza tym tutaj Morton pamięta o przykrościach starości i nie szczędzi nam ich opisów, nie wymagając od bohaterki żadnych wyczynów poza wspominaniem. Lecz i tak zastanawiałam się, dlaczego akcja nie toczy się te 8 lat wcześniej. Usilniej jednakże rozważałam, co mi to właściwie przypomina, przekonana, że gdzieś już się natknęłam na taką wiekową narratorkę, wspominającą dla wnuka i przeplatającą wspomnienia aktualnością; gdzieś już była ta żona zamknięta w złotej klatce, ta niepokorna młodsza siostra, ten gentvpmavr mznełl xbpunarx... oczywiście, "Ślepy zabójca"! I Morton się do tego przyznaje otwartym tekstem w posłowiu, mówiąc, że gdyby jakiś czytelnik chciał coś podobnego, to istnieje ta właśnie książka. Otworzyłam oczy tak szeroko, że mi wypadły, a brwi poszybowały w stronę Księżyca. Doprawdy nie wiem, gdzie stałam, jak była kolejka po tupet, ale Morton z pewnością w pierwszej linii, a potem przyszła jeszcze trzy razy, albo piętnaście. Nie mieści mi się w głowie, jak w ogóle debiutująca autorka może radośnie rzec "a, podobna do mojej książki jest taka jedna Atwood". Może w takim razie napiszę powieść o małych ludkach mieszkających w norkach i wyruszających na spotkanie ze smokiem, a w posłowiu napomknę "gdybyście chcieli przeczytać coś podobnego, to niejaki Tolkien kiedyś tam napisał".
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani