Z londyńskiego metra




---
Wyznam, że przez pomyłkę zaczęłam to czytać jako drugą część. Zorientowałam się na trzeciej stronie, gdzie narratorka bardzo sprytnie przypomina, co stało się ostatnio. Czyli tydzień wcześniej, bo akcja tutaj zaczyna się sześć dni po końcu "Akuszera bogów": od wizyty bardzo zirytowanej kasandrytki, której świątynia została użyta jako przekaźnik. A zaraz potem znowu wyruszamy w drogę, tym razem w poszukiwaniu tożsamości partnera Nikity. I robi się bardzo zaskakująco, chociaż nadal spójnie. Zupełnie nie mam się do czego przyczepić, jest to nadal pomysłowe, sprawne, spójne, wciągające, bohaterowie logicznie ewoluują. Dziwi mnie tylko, że obtvavr nie były uprzejme porozmawiać z Nikitą na temat Oelawnen przy pierwszym spotkaniu, przecież doskonale wiedziały, jak wyglądało jej dzieciństwo. Niby takie ciepełko rodzinne i smaczne domowe jedzonko, a jak przychodzi co do czego, to nic człowiekowi nie mówią.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani