Z londyńskiego metra

Zuzanka (16.10.2016, 20:05)
No ja nie mogę, no. Miałam to samo z "Przewodnikiem", gdzie bohaterka jest tak denerwującą mimozą, że tylko nóżka mi prostuje do kopania jej w dupę. Dopiero zaczęłam, przywiążę sobie nogę do krzesła, żeby dojechać do końca.

Ale czyta się świetnie. Uwielbiam korpo-klimaty.
dees (22.09.2016, 17:26)
bere, nie, świeżutko wyszło w oryginale

Iskra, chcesz :)
Iskra (22.09.2016, 12:50)
Chcę koniecznie.
bere (22.09.2016, 12:20)
chyba chcę to. po polsku to czytałaś?



---
Niewiele jest rozczarowań tak bolesnych jak to, kiedy obiecana na wrzesień czwarta część opowieści o Locke'u Lamorze została odwołana, i w ogóle nie wiadomo, kiedy się ukaże. Cierpiałam z tego powodu dwa dni i nie mogę sie doczekać nowej daty. Niewiele jest również przyjemności równych tej, jaką się ma otrzymując na kindla nową Connie Willis dwie minuty po północy. Choć przyznam, bałam się trochę kolejnego "Przejścia". Zupełnie niepotrzebnie.

"Crosstalk" zaczyna się tradycyjnym chaosem. Bohaterka nie jest tym razem naukowcem, pracuje w korporacji, nad nowym modelem smartfona zresztą. I właśnie prawie się zaręczyła z innym pracownikiem firmy. Prawie, bo ten chce najpierw poddać się prostemu zabiegowi, którym aktualnie poddają się wszyscy celebryci: drobny otwór w czaszce, spędzenie nocy w szpitalu, i para ludzi potrafi nawzajem odbierać swoje uczucia.
- Ach, jakie to będzie piękne - zachwyca się narzeczony in spe - oświadczę ci się, a ty będziesz dokładnie wiedziała, jak bardzo cię kocham. Miłość, tęcza, różowe serduszka i motylki. Ach, jakie to koszmarne, myśli czytelniczka (ja) z odrazą. Mój pogląd podziela cała irlandzka rodzina Briddey: dwie siostry i ciotka, które ze wszystkich sił próbują ją odwieść od pomysłu, wydzwaniając i nachodząc ją w firmie i domu. Briddey oczywiście podda się operacji, tylko jej skutki nie będą takie, jak przewidywała. Będą znacznie gorsze. Telepatia nie jest fajna, serio. W tle zamieszanie w firmie, spotkania, maile, wiadomości, siostra-kwoka martwiąca się dziewięcioletnią córką, i pracujący (albo może wręcz żyjący) w suterenie komputerowy geniusz. Jeśli nie roztrzepany naukowiec, to zaniedbany geek, wiemy czego chcemy od Willis, i dostajemy to.

Powieść wciąga niesłychanie, jest ironiczna, zabawna, pomysłowa, Willisowa w najlepszym stylu, pełen cudownie opisanych spostrzeżeń, dość lekki, chwilami dość oczywisty - od pierwszego pojawienia się C.B. wiedziałam, jaka będzie jego rola, odgadłam też błyskawicznie sekret Maeve. W pewnym momencie pomyślałam ze zgrozą "ale tu oczywiście będzie nieunikniony happy end!" na co reszta mego mózgu wrzasnęła "jak nie chcesz happy endu, to idź sobie czytać Przejście!". Good point. Mogę się też przyczepić, że książka jest nieco przegadana, jak to zwykle Willis, nie wiem na czym to polega - redaktorzy się boją ciąć czy autorka protestuje? Wycięłabym nieco powtórzeń i nachalnych leitmotivów, tylko by to wyszło dziełu na dobre. Ale czepiam się, nic mi nie przeszkadzało śledzić losów bohaterów z zapartym tchem, nie móc się oderwać - i paradoksalnie żałować, że już koniec. To nie jest może "Przewodnik stada", ale 70-letnia autorka jest w dobrej formie.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani