Z londyńskiego metra




---
Emerytowany wrocławski gliniarz po długiej karierze w sekcji kryminalnej opowiada o blaskach i cieniach swojego zawodu. Jest bardzo szczerze, miejscami dosadnie, wręcz wulgarnie - ale oczywiście nie jest to praca dla delikatnych. Adam Bigaj urodził się zresztą w miejscu, z którego większość wyrastała raczej na gangsterów niż na strażników prawa. Wraca do tego parokrotnie, wspominając na przykład, jak podejrzewał o kradzież kolegę z dzieciństwa. Miejscami opowieść jest makabryczna. Nie mam najmiejszego problemu z krwawymi opisami w kryminałach, gdzie stoi za nimi pomysłowy morderca, natomiast zupełnie inaczej reaguję wiedząc, że to wydarzyło się naprawdę, i że sprawca nie był geniuszem zła, tylko osobą ze straszliwymi zaburzeniami psychicznymi. Tam, gdzie nie jest przerażająco, bywa za to zabawnie. Narrator w opowieści stosuje język policyjny, dowody rzeczowe są więc ujawniane, a policjanci idą na realizację. Wciągająca lektura.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani