Z londyńskiego metra

dees (22.05.2018, 17:22)
kaja, na pewno bilety drogie!
kaja (21.05.2018, 09:33)
a widzialas, ze arifrance lata teraz bezposrednio do Wro? Moze wpadniesz do nas?



---
W poprzedni czwartek rano pojechaliśmy do Szwajcarii. Pamiętałam, że występują tam całoroczne winietki na autostrady i byłam przygotowana, żeby taką kupić, ale na granicy celniczka poinformowana, że jadę tylko do Bazylei, rzekła, że mogę nie kupować, muszę tylko jechać za niebieskimi strzałkami. Tak uczyniwszy dotarłam na miejsce przeznaczenia i poszliśmy zwiedzać to niezwykłe miasto leżące na trzech granicach: szwajcarskiej, francuskiej i niemieckiej. Bazylea ma w herbie i na ulicach miasta bazyliszki, ale dopiero od XV wieku, podczas gdy nazwa miasta (odnotowana jako Basilia) pochodzi z IV wieku.

Zachwycił mnie zabawny czerwony ratusz, zakochałam się natomiast w niezwykle sprytnym promie wożącym ludzi z jednego brzegu Renu na drugi: między brzegami rozciągnięty jest sznurek, po sznurku jeździ rolka, do niej linką uczepiony prom, któremu ustawia się ster, resztę załatwia dość żwawy prąd wody przesuwający łódź na drugą stronę, gdzie ster się przestawia i można wrócić. Nie wymaga to żadnego napędu prócz naturalnego, jest cudownie wymyślone w swojej prostocie, i nie pojmuję, dlaczego takiego rozwiązania nie stosuje się w innych miejscach.

W Bazylei jest również fontanna z wodnymi ruchomymi rzeźbami Jeana Tinguely'ego, podobna do tej pod paryskim Centre Pompidou, przy której Tinguely współpracował ze swoją żoną Niki de Saint Phalle. Fontanna w Bazylei jest nieco wcześniejsza (1977, a paryska 1983). Różowa katedra jest gigantyczna, jej rodowód sięga wieku IX, i ma bardzo malownicze krużganki. Podczas spaceru wytknęłam palcem aż dwa papierki walające się po ulicy, miejscowi orzekli, że to z powodu święta i jutro ich już nie będzie. W każdym razie miasto jest znacznie czyściejsze niż Paryż, co nie jest trudne do uzyskania. Jest też zielone, bardzo sympatyczne, i w wielkiej przebudowie. Ren jest tam tak czysty, że w lecie wyznacza się specjalny tor dla pływaków, którym wydaje się wodoszczelny worek na ubrania i z nim spływają kilka kilometrów w dół rzeki. Muszę się kiedyś tam wybrać specjalnie w tym celu.

Następnego dnia pojechaliśmy do Niemiec oglądać malownicze i świetnie utrzymane ruiny zamków, co jest o tyle warte odnotowania, że to mój pierwszy raz w życiu, kiedy zwiedzałam coś w Niemczech, nie licząc Berlina wiele lat temu. W zamku w Rötteln w średniowieczu urzędował margrabia Hochberg-Sausenberg, a zniszczyła go armia francuska. W Badenweiler natomiast są ruiny rozległych term rzymskich wykorzystujących gorące źródła i film wyjaśniający, jak ówcześni używali łaźni. Termy były niezwykłe, bo symetryczne, tyle samo miejsca dla kobiet co mężczyzn. Eleganckie rzymianki na przykład farbowały tam włosy, kryjąc się przed spojrzeniem męża. Obok są współczesne baseny termalne, ale te odwiedzę innym razem. Na górze znajdują się ruiny kolejnego dwunastowiecznego zamku obronnego, stamtąd widok na  Schwarzwald, co mnie absolutnie zachwyciło, nigdy nie planowałam bowiem się tam wybierać piastując tylko tę baśniową nazwę w umyśle, a tu proszę. Jest tak malowniczy, jak go sobie wyobrażałam.

Nazajutrz wybraliśmy się na włóczęgę po Alpach. Dzień był przepiękny jak z obrazka, bardzo ciepło, błękitne niebo, a alpejskie łąki wyglądały jak z reklamy wiadomej czekolady. Głos krowich dzwonków niósł się w czystym powietrzy, z góry mieliśmy widok na zielone jezioro w dole i ośnieżone szczyty wyżej, i było idyllicznie. Nad nami latała kania, a czarny wieszczek z żółtym dziobem jadł nam z ręki banany. Tęsknię za górami. Powrót odbył się natomiast w ulewnym deszczu i podparyskich korkach, co tylko wzmogło moją chęć natychmiastowej przeprowadzki do Bazylei.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani