DS magazine
Bertrand Russell
Charlie Hebdo
W pierwszym odruchu myślę, że Wolinski miał 80 lat, i że to nie jest śmierć dla osiemdziesięciolatka. Myślę natychmiast, że to nie jest śmierć dla nikogo, nie dla tych przypadkowych pracowników redakcji, którzy normalnie przyszli do pracy w pierwszym tygodniu nowego roku, którzy niespełna tydzień temu składali sobie życzenia i byli pelni nadziei. Nie dla policjanta na rowerze. Nie potrafię zrozumieć. Nie potrafię nawet zbliżyć się do zrozumienia.

Gdybym była fanatyczną przeciwniczką brudnych muzułmańskich imigrantów, tak właśnie bym to urządziła. Charlie Hebdo wyśmiewał się ze wszystkich, nie byłoby mi szkoda ich poświęcić, jakiekolwiek by nie były moje hipotetyczne ideały. Zadbałabym o to, żeby imię Allaha było wyraźnie słyszalne, oczywiście. Przeraża mnie, że w ogóle byłam w stanie to pomyśleć. Przeraża mnie bardziej, że jeśli ja byłam w stanie, to może nie tylko ja.

2015-01-08 09:35:41 Komentuj (12)

---


Afterwork po francusku
W Palais Maillot płaci się 30 euro od osoby i za to dostaje się butelkę mocnego alkoholu (Smirnoff, whisky, rum) i butelkę szampana na cztery osoby, plus rezerwacja stolika, oraz przed 21 szwedzki stół (głównie sałatki makaronowe, jarzynowa i talerz wędlin, dziwnie znajomy zestaw, ale przecież nie przychodzi się tam po to, żeby jeść). Po 21 stoliki znikają ze środka i jest dyskoteka. Swoją drogą nie pamiętam tego zwyczaju kupowania butelki na ileś osób z moich czasów polskich, może go nie było, ciekawe czy teraz jest. Fakt, przynajmniej człowiek wie, ile alkoholu spożywa... z grubsza. Nie przesadzałam z tym spożywaniem, bo potem wracałam oczywiście rowerem, zastanawiając się, kiedy stałam się osobą, która w stanie lekkiego zamroczenia alkoholowego potrafi wrócić z Porte Maillot do domu na azymut, i nawet ominąć Lasek Buloński.
I kiedy właściwie zaczęłam uważać, że tam jest mój dom.
I kiedy właściwie stałam się osobą, którą po godzinie tańców boli kolano, na Swaroga.


2014-12-12 09:37:09 Komentuj (5)

---


Musée Grévin
Człowiek z prozopagnozją nie wybiera się z własnej woli do gabinetu figur woskowych, bo to mniej więcej jak niewidomy idący na pokaz fajerwerków, albo niedosłyszący do filharmonii. A kiedy jeszcze prozopagnozji towarzyszy zdecyowawana abnegacja w kwestii celebrytów, to już w ogóle nie ma sensu. Ale skoro dostałam bilety do muzeum Grévin, postanowiłam skorzystać, bo od dawna mnie intrygowało, czy te manekiny faktycznie przypominają ludzi. Na wejściu bardzo spodobało mi się wnętrze, a potem się okazało, że wizytę zaczyna się od przejścia przez Le Palais Des Mirages, skonstruowany w roku 1900 na Wystawę Światową. Jeśli kojarzycie z tą nazwą wieżę Eiffla, to słusznie, powstała na poprzednią taką Wystawę. Palais des Mirages został kupiony parę lat poźniej przez muzeum Grévin (działające od roku 1882) i eksploatowany jest do dzisiaj, a jest to po prostu niewielka sala stanowiąca kalejdoskop. Spektakl polega na chytrej manipulacji oświetleniem, i efekt jest co najmniej zaskakujący, a na pewno uroczy. Udało mi się na chwilę zapomnieć, że to tylko lustra i światło.

Potem już jest cała masa sztucznych ludzi. Ci nowsi (Hollande obok Obamy) faktycznie do złudzenia podobni do żywych, po starszych widać proweniencję. Mój syn szalał macając wszystkie figury, truchlałam ze strachu, że w końcu pomaca jakiegoś bardziej nieruchawego turystę, ale udało się uniknąć skandalu. Ucieszyłam się widząc Anne Roumanoff, którą kojarzę z występów komicznych, jeszcze bardziej z młodego Phila Collinsa za perkusją. Efektowne miejsce pod koniec mają Brad Pitt i Angelina, młody Johnny Hallyday stoi nieopodal skromnie w kącie. De Gaulle'owi ewidentnie ujęli wzrostu, może żeby nie onieśmielał zwiedzających? Fajnym pomysłem jest inscenizowana historia Francji w pigułce, ale przeleciałam przez ten dział jak burza, bez mała zasłaniając dziecku oczy, bo: Joaśka d'Arc na stosie, Marat zamordowany w wannie, Henryk IV w karocy, noc świętego Bartłomieja, epidemia dżumy, sąd nad Marią Antoniną, itd. A zdawało mi się, że to Polacy mieli burzliwą historię. Swoją drogą obejrzałabym takie muzeum na gruncie polskim, dlaczego nie ma? (Chyba że jest, a ja nie wiem.)

2014-12-08 09:40:57 Komentuj (6)

---


Nie rozumiem
Jechałam wczoraj rowerem w późnych godzinach wieczornych przez Lasek Buloński, czego najpierw miałam zamiar uniknąć, ale powiedziano mi
- No co ty, nic ci nie grozi, tam jest więcej policji niż w całej reszcie Paryża, i nic cię nie może spotkać złego poza widokami!
Faktycznie, była policja, były widoki, i faktycznie przejechałam bez żadnych przygód. Już na wyjeździe zrównał się ze mną samochód, pasażer uchylił okna i bardzo uprzejmie zapytał
- I co, fajna była przejażdżka po Lasku?

2014-10-16 16:57:00 Komentuj (12)

---


Le Grand Feu
Wspominałam już niejednokrotnie, że jestem bezwarunkową fanką fajerwerków. Od paru lat w parku w Saint Cloud (co już zawsze będę rozumieć jako świętą chmurkę,  choć po francusku wcale tej konotacji nie ma) organizowany jest pokaz zwany Le Grand Feu i reklamowany jako największe fajerwerki Europy. Największe czy nie, zawsze mnie to widowisko kusiło ogromnie, ale do głosu dochodziła moja tłumofobia mówiąca "czyś ty oszalała, wiesz ile tam będzie ludzi?" W tym roku jednak z powodu kombinacji przeziębienia i brzydkiej pogody przeszly mi koło nosa fajerwerki na 14 lipca, wrześniowa aura za to jest tak piękna, że podjęłam decyzję.

W sobotę wieczorem dotarłam do parku Saint-Cloud, przerobionego na miejsce rozrywki dla plebsu przez skądinąd znanego Ludwika XIV. Był tam ówcześnie zamek, który zniszczony został w roku 1870. Park graniczy z Sèvres, i w jego rogu stoi pavillon de Breteuil, w którym znajduje się słynny wzorzec metra (oraz mniej słynny kilograma). W każdym razie dotarłam tamże, przed bramą utknęłam w solidnym korku ludzkim, i przez następne dziesięć minut czyniłam sobie wyrzuty, że z własnej woli się w ten tłum wepchnęłam. Ale po dotarciu na miejsce zrobiło mi się lepiej. Jesteśmy we Francji, więc najpierw organizatorzy musieli sobie wylewnie pogadać, jak to bardzo dziękują za wszystko, a zwłaszcza tłumne przybycie oraz sprzyjającą pogodę.

Potem zaś zaczął się pokaz, na początku też gadany: przedstawiono nam historię wynalezienia ogni sztucznych, czyli tak naprawdę prochu. Gadanie było ilustrowane muzyką i skąpą liczbą fajerwerków. Obawiałam sie, że tak już będzie do końca, ale na szczęście nie, po chwili niebo rozgorzało wszystkimi barwami, i nie tylko niebo. Na dole były wirujące fontanny zimnych ogni i kaskady złotych iskier.  Podróż przez historię trwała,  z wyjaśnieniem, co barwi ogień na jaki kolor, i z odtworzeniem pokazu, jaki mógł w tym samym miejscu oglądać Ludwik XIV. A potem już pełne szaleństwo, wszystkie możliwe i niemożliwe formy fajerwerków, czerwone serca i pełzające puszyste świetlne robaki, srebrne wiry i różowo fioletowo niebieskie bukiety, i tak dalej; dość powiedzieć,  że w pewnym momencie stwierdziłam, że chyba mam już dość, co jeszcze nigdy w życiu mi się nie zdarzyło. Wtedy na niebo wypłynęły trzy świetliste wieloryby, które majestatycznie przepłynęły przed naszymi oczami wykonując taneczne kroki, a potem było jeszcze trochę fajerwerków. Wyszłam olśniona, i nawet nie przeszkadzał mi drobny korek przy wyjściu. Zdecydowanie warto było.


2014-09-17 09:41:56 Komentuj (8)

---


Stare dobre czasy właśnie mijają
No to już sobie nie pojadę obwodnicą 80 km na godzinę. Od dzisiaj 70. (A realnie w korkach i tak dobrze, jak się 30 udaje wyciągnąć.)


2014-01-10 09:03:49 Komentuj (2)

---


Porte d'Aubervilliers
Dokonałam wczoraj bodaj piątej próby wjechania na périphérique (obwodnicę) przez Porte d'Aubervilliers,  i niestety była to kolejna próba nieudana. W tym miejscu musi być jakiś lokalny trójkąt aubervillierski, tunel czasoprzestrzenny czy jakaś inna gołym okiem niewidoczna pułapka. Próbowałam już i według zwykłej mapy, i Google maps, i przy pomocy dwóch gpsów, nakłanianych rozmaitymi sposobami do prowadzenia mnie tam, gdzie chcę.  Za każdym razem,  gdy jestem pewna, że teraz już musi się udać, odkrywam, że nagle jestem w zupełnie innym miejscu, niż sądziłam, i znowu nic z tego. Wczoraj na przykład ku swemu zdumieniu przejechałam nagle pod Moulin Rouge. Zaznaczam,  że Porte d'Aubervilliers w ogóle istnieje na pewno, co wiem, ponieważ potrafię tamtędy z périphérique zjechać bez żadnego problemu, a następnie jechać dość prostą drogą, którą jednakże nijak nie da się wrócić. Postanowiłam się zawziąć i następnym razem za wszelką cenę znaleźć jakiś sposób na wjechanie tamtędy,  no bo co w końcu, ale trochę się jednak obawiam. A co, jeżeli tam naprawdę jest tunel czasoprzestrzenny, i nagle znajdę się na obwodnicy międzygalaktycznej?


2013-03-04 10:35:53 Komentuj (8)

---




Następne
Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Angol w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem