DS magazine
Bertrand Russell
Rocznica
Jeśli naprawdę jest 10 kwietnia 2016, to znaczy, że tydzień temu przegapiłam dziesiątą rocznicę przyjazdu do Francji. Nie umiem pojąć, jak i kiedy minęło lat dziesięć. Boję się mrugnąć okiem, bo jak je otworzę, będzie dwadzieścia. Lat temu dziesięć odkrywałam ze zgrozą taxe d'habitation, a koleżanka z tej notki mieszkała wtedy tu, gdzie dziś pracuję, Paryż jest mały.

2016-04-10 09:41:44 Komentuj (5)

---


Się kręci
Wierzę, że osobnik, który mi zajechał drogę, gdy on skręcał, a ja jechałam ścieżką rowerową prosto, chciał dobrze, przekonany był, że zdąży, w końcu dopiero co ruszyłam spod świateł. Zresztą miał rację: zdążył - kosztem tego, że bardzo gwałtownie nacisnęłam na oba hamulce ze świeżymi klockami, rower stanął w miejscu dęba, ja zeskoczyłam, rower się przewrócił. Podniosłam i zeszłam na bok, nawet nie bardzo przestraszona, a po chwili odkryłam, że tylne koło przestało spełniać swą podstawową funkcję. Blokował je hamulec. Rozpięłam hamulec, co nic nie pomogło. Dotarło do mnie, że koło jest scentrowane. Dowlokłam pojazd na pobliski przystanek, pozostawiłam go tam samotnie, i udałam się do pracy, co wymagało ode mnie przejścia 2 km od przystanku docelowego do biura. Nie chodzę pieszo, od kiedy w sierpniu popsuło mi się kolano. Zrozumiawszy jednak powagę sytuacji nie przeszkadzało nadmiernie.

W pracy pracowałam, po czym w ulewnym deszczu wróciłam 2 km na przystanek. Przestało padać, kiedy tylko nań doszłam. Dojechałam do miejsca pozostawienia roweru, zataszczyłam mokry pojazd na przystanek. Następowała jedna z dwóch bardzo delikatnych części planu. Należało przekonać kierowcę autobusu, aby wpuścił rower.
- Proszę pani, ja bym panią wpuścił, ale nie ma miejsca, niech pani zobaczy sama - kierowca wychylił się z szoferki. Faktycznie, tłumu nie było, ale ludzie stali.
- Widzę, oczywiście - stropiłam się.
- A daleko pani jedzie? Jak się ludzie zgodzą, niech pani wsiada - machnął ręką. Nie spodziewałam się cudu, sama bym się nie wpuściła.
- Przepraszam bardzo, mogłabym wsiąść z rowerem? Uszkodzony, wypadek... - zapytałam jednak odważnie. Ludzie rozstąpili się jak Morze Czerwone przed Mojżeszem, umieściłam się w autobusie. Nadciągała druga delikatna część planu.

W serwisie rowerowym Go Sportu młody sprzedawca widząc mnie z rowerem natychmiast radośnie oznajmił
- Pascala nie ma, ale za chwilę przyjdzie, ja go znam, zaraz będzie! Ale ma pani umówioną wizytę? Bo jak nie, to on raczej nie będzie miał możliwości naprawić - zatroszczył się.
Wiem, znam ten serwis, na poczekaniu tylko przebite dętki, miałam jednak nadzieję, że nagły wypadek i scentrowane koło dadzą się załatwić w ramach dętki. Poczekałam.
- O, koło pani scentrowała - powiedział Pascal. -  Wymienić trzeba.
Spojrzałam wyczekująco i z nadzieją.
- Ale ja nie mam - rozwiał moje nadzieje. - Wyszły akurat. Jutro będę miał dostawę, powinny być koła. Niech pani jutro zadzwoni. Jak nie, to we wtorek.

To była ta delikatna część planu, na której poległam zgodnie z przewidywaniami, ale jeszcze nie wszystko było stracone. Wyszłam przed serwis i zadzwoniłam do drugiego, kilometr dalej.
- Mają panowie koła 28 na stanie?
Padło kilka pytań, na które odparłam
- Uch, nie wiem, zwykły miejski rower.
Ostatecznie stanęło na tym, że jakieś koła mają, mogę podjechać... czy raczej podejść, a nawet powlec się i Rosynanta. Kolejny kilometr, ale zaczynało mi już być wszystko jedno. Kiedy się dowlokłam, pan z serwisu z dużą energią tłumaczył przez telefon, że nie przyjmie zaproszenia, nie będzie jadł de la merde, nawet jeśli jest za darmo. Przerwał rozmowę na sekundę, żeby zapytać, co właściwie sie stało. Machnęłam ręką w kierunku koła i rzekłam, że scentrowane, wymienić. Kiwnął głową, kazał przyjść po odbiór wieczorem, wrócił do tłumaczeń, że nie chce żadnego zaproszenia. Poszłam sobie do domu na piechotę, kolano najwyraźniej było w szoku i nie protestowało.

Wróciłam wieczorem autobusem, spodziewając się rachunku za nowe koło w okolicy 50€.
- Naprawiliśmy pani - rzekł pan z serwisu. - Vincent wycentrował jak należy, wcale nie trzeba było wymieniać. 16€.
- Ooo! - ucieszyłam się szczerze. - A w Go Sporcie kazali wymieniać! Dobrze, że nie mieli!
- E, bo oni nie umieją wycentrować- pan machnął pogardliwie ręką.
Koło się kręci.


2016-04-08 16:48:49 Komentuj (1)

---


Meksykanka w Paryżu
- A wiesz, u mnie w firmie pracował jeden Meksykanin - przypomina mi się w rozmowie z przedstawicielką tej nacji. Marszczy brwi.
- Dobrze się zachowywał? - pyta surowo.
- Eee - mówię zaskoczona - oczywiście, bardzo miły i zdolny chłopak, firma pomagała mu załatwiać wizę, stąd pamiętam sytuację...
- Bo Meksykanie w Paryżu zachowują się okropnie! Okropnie! Raz kiedyś jeden nasikał na ogień pod Łukiem Triumfalnym! Nasikał, wyobrażasz sobie!? I w ogóle za granicą Meksykanie zachowują się jak bydło, jak stałam w kolejce do Prado, to przede mną stał taki, był wulgarny i okropnie głośny, obrzydliwy! Są paskudni, nie umieją się w ogóle zachować, nie znoszę ich!
- Dziękuję ci. Bo wiesz, Polacy myślą, że to tylko ich rodacy się tak zachowują za granicą, i nawet w książkach o tym piszą...

Pani Bator, polecam wyjęcie głowy z pępka i poznanie kogoś oprócz Polaków i Japończyków.

2015-04-24 09:36:09 Komentuj (11)

---


Kamieniem
Media jednak nie zapomniały; ledwiem o poranku otworzyła uszy, radio rzekło, że pozbierali już wszystkie szczątki, a teraz trzeba będzie oczyszczać środowisko, na które spadły cztery tony paliwa lotniczego, o innych produktach nie wspominając. O tym aspekcie wypadku nie pomyślałam, przyznaję.



A to zupełnie nie o mnie. Może dlatego, że ja zawsze byłam osobna, nie do końca przynależna gdziekolwiek.

Jeśli miał poczucie tożsamości to chyba z kamieniem

2015-04-21 09:09:23 Komentuj (9)

---


9
Niespodziewanym podstępem minęło lat
dziewięć

Niewiarygodne.
I nie wróciłam, lecz wrócę jutro lub pojutrze w każdym razie wrócę.
I nadal nie umiem pisać na francuskiej klawiaturze.


2015-04-09 09:43:09 Komentuj (8)

---


W warzywniaku
Wysłałam dziecko do warzywniaka po ogórka, obawiając się, że przyniesie cukinię, ale co tam, też byśmy zjedli. Wrócił z ogórkiem i karteczką informującą, że zabrakło 30 centów. Albo źle popatrzyłam na cenę poprzedniego dnia, albo podrożało z dnia na dzień. Odesłałam brakujące pieniądze tą samą drogą, i zamyśliłam się, że w Polsce raczej by nie sprzedali, ewentualnie machnęli ręką i powiedzieli "mama przy okazji odda". Chociaż 30 groszy raczej tak łatwo by nie odpuścili.

2014-10-15 11:28:37 Komentuj (9)

---


Jak tresowane gołębie mają się do Marii Skłodowskiej-Curie
Już czyniłam tu to wstydliwe wyznanie, że uwielbiam cyrk (chociaż lepiej, jeśli nie ma w nim zwierząt). Rok temu z niekłamanym zachwytem obejrzałam jeden z najlepszych cyrków na świecie. W ten weekend zaś mój syn zobaczył na ulicy afisze Guignol, klasycznego francuskiego pokazu marionetek, i zażądał, żebyśmy się wybrali. Kiedyśmy doszli na miejsce, okazało się, że kompletnie nie przeczytałam tego, co na afiszu, i nie był to wcale Guignol, tylko malutki cyrk objazdowy. Zawyłam w środku siebie z uciechy, ponieważ sztukę cyrkową uwielbiam i podziwiam, a w dodatku mam nieuleczalną, oraz chyba cokolwiek wstydliwą, słabość do małych cyrków niemal amatorskich. To jest rodzaj rozrywki, który się nie zmienił chyba co najmniej od średniowiecza. Klauni istnieją od ponad czterech tysięcy lat, a podejrzewam, że od zarania ludzkości. Kiedy tylko nieopierzony dwunóg z płaskimi paznokciami napełnił żołądek, chciał być zabawiony lub zabawić innych. Hołubię też, nieco ryzykowne, podejrzenie, że ze sztuczek cyrkowych wzięło się sporo postępu ludzkości ("ej, ty, weź no pokaż jeszcze raz tę sztuczkę, z tym - jak to nazwałeś? Ogień? Ooo, ciepłe i świeci, niezły bajer!").

Tym razem mały cyrk rodzinny zaoferował nam chodzenie po linie w wykonaniu pani w rajstopach z puszczonym oczkiem, kręcenie hula-hop w wykonaniu dziewuszki lat może 10, tresowane białe gołębie, oraz sześcioletniego klauna, absolutnie rozbrajającego. Zgodziliśmy się w tej ocenie z synem. Pokaz iluzji mnie zupełnie nie zaskoczył, do momentu przemiany ognia w żywego gołębia. Końcówka pokazu polegała zaś na obnoszeniu wśród dzieci małego żywego królika wyciągniętego z pustego pudełka, pomysł genialny w swej prostocie.

Poprzedniego dnia byliśmy natomiast na spektaklu, w którym występowała Marie Curie, "wielka uczona francuska" - po przedstawieniu surowo poinformowałam narratora, że była Polką.
- Tak, tak - odparł niezmieszany - wiemy, wiemy, przecież właśnie dlatego powiedziałem, że wynalazła polonium!
Syna w kwestii polskości oraz nazwiska Skłodowska uświadamiałam przez cały tydzień i nie zamierzam na tym poprzestać. Teatralne wcielenie Marii objaśniło dzieciom, że woda powstaje z tlenu i wodoru, że ciała mogą być gazowe, ciekłe oraz stałe, a także na czym polega reakcja chemiczna.

Kiedy wieczorem pro forma zapytałam syna, który spektakl bardziej mu się podobał, zaskoczył mnie odpowiedzią udzieloną bez wahania. "Ten o Marii Curie!"

2014-10-13 11:29:55 Komentuj (13)

---


W samolocie
Miła pani w samolocie pytała mnie dociekliwie, czy po polsku naprawdę "wyjście" i "wejście" różnią się tylko jedną literą. Musiałam się dłuższą chwilę zastanowić, żeby potwierdzić. Potem zaś dociekała, co znaczy "lotnisko" i czy to dlatego, że linie lotnicze nazywają się "LOT".

2014-04-28 10:30:15 Komentuj (2)

---


Tożsamość
Pod wpływem dyskusji z potomkiem zaczęłam się zastanawiać, co musiałoby się stać, żebym poczuła się Francuzką. Doszłam do wniosku, że musiałabym zacząć pisać po francusku, czyli tak naprawdę myśleć. Wewnętrzny strumień mojej narracji jest nieodwołalnie po polsku, i wątpię, czy kiedyś ulegnie to zmianie. Odkryłam również, że jeśli w jakimś sporcie, który mnie kompletnie i absolutnie nie interesuje, będzie grać Polska z kimkolwiek, to będę gdzieś w środku kibicować Polsce. Jeśli natomiast będzie grać Francja, to ewentualnie zapytam z kim, a potem uznam, że niech wygra lepszy. Nie ma w tym żadnego głębszego sensu, zdaję sobie sprawę, że to jakaś indoktrynacja, ale wrosła tak głęboko, że stanowi już szkielet mej tożsamości.

2014-04-14 09:42:03 Komentuj (14)

---


Salon de l'agriculture
Na tegorocznym Salon de l'agriculture odkryłam, że do nader krótkiej listy serów jadalnych, a nawet smacznych, mogę dołączyć Beaufort. Sprzedawał go pan, który oznajmił, że mieszka w Hiszpanii, i faktycznie w ofercie miał rozmaite jamón serrano prócz kilku serów. Wiem, że w Hiszpanii znakomicie jedzą, bo Barbarellę czytuję (śliniąc się na klawiaturę), ale żeby sery, to jednak mnie nieco zaskoczyło, spojrzałam więc na pana z niemym pytaniem w oczach, a ten pospieszył z odpowiedzią
- Sery kupujemy młode we Francji i je dojrzewamy, ten ma 16 miesięcy...
Potem zaś, gdy przechodziłam mimo stoiska z cukierkami na wagę, rzuciło się na mnie niepozorne, ale bardzo charakterystyczne beżowe opakowanie z krową.
- KRÓWKI?! - wrzasnęłam, oczom własnym nie wierząc, i czule wzięłam w dłoń znajomy przysmak. Napisy miał po niemiecku, lecz natychmiast zainteresował się mną sprzedawca, i rzekł z emfazą
- To, proszę pani, są krówki POLSKIE.
Wzruszyłam się.

O Salonie w 2011
O Salonie w 2012


2014-03-03 14:19:26 Komentuj (9)

---




Następne
Poprzednie
Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Angol w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem