DS magazine
Bertrand Russell

"The Long Way to a Small, Angry Planet" Becky Chambers

Osoba czytająca Leckie, Jemisin i Martę Kisiel wymieniła tę książkę jako "podobną do Firefly", a to jedno z tych rzadkich słów kluczy, które powodują, że podskakuję na krześle jak ukłuta szpilką i biegnę się zaopatrzyć w lekturę. Nie pożałowałam.

W pierwszym rozdziale bohaterka leci przez próżnię w deepodzie, bardzo tanim i ciasnym środku podróżowania, pod wpływem usypiaczy, które nie są najlepszej jakości i nie bardzo działają. Rozmyśla o tym, że leci do pracy i że musi tę szansę koniecznie wykorzystać. W drugim rozdziale jesteśmy na statku kosmicznym, trochę niezgrabnym i poskładanym z materiałów z odzysku, ale działającym. Z rozmowy kapitana ze specjalistą od glonów dowiadujemy się, że czekają na przybycie nowej pracownicy, specjalistki od wypełniania formularzy. Jakoż i deepod dokuje, wyciągają z niego oszołomioną Rosemary, i oprowadzają po statku. Teraz się dowiadujemy, że załoga składa się z ludzi, ludzi modyfikowanych genetycznie, oraz innych istot rozumnych. Statek natomiast tuneluje. Podróż z prędkością szybszą niż światło jest możliwa, ale zabroniona - w tym miejscu pomyślałam, że trochę mi się to kojarzy z "Autostopem przez galaktykę", ale "The Long Way" jest jednak znacznie bardziej serio, i przy tym starannie przemyślana. Kizzy, mechaniczka, jest niewątpliwie siostrą bliźniaczką Kaylee z z Firefly, u kapitana też od razu widać rysy charakteru Mala, ale reszta jest bardziej oryginalna. Jenks jest zakochany w pokładowej AI, Lovey. Asbhy ma romans z istotą innego gatunku, do czego nie mogą się otwarcie przyznać, czyli ta Galaktyka nie jest taka znów otwarta i tolerancyjna. Rosemary natomiast pochodzi z Marsa, z bardzo bogatej rodziny, i wyraźnie coś ukrywa przed resztą załogi i przed czytelnikiem.

Ja jestem wrażliwa raczej na ustawienie słów obok siebie, zazwyczaj świat przedstawiony wyobrażam sobie bardzo szkicowo; natomiast tutaj wyjątkowo miałam wrażenie, że jestem na "Wayfarerze", widziałam dokładnie każdy szczegół i każdą osobę. Zaskakujące i bardzo przyjemne, choć przez pierwsze 30% nie dzieje się dość dokładnie nic, i zaczęłam się już zastanawiać, czy tak to będzie dalej - następnie pojawia się akcja i okazuje sie, że Chambers jednak umie również uzyskać dramatyzm. Trochę nam go dawkuje, ale w drugiej połowie książki dzieje się już znacznie więcej, i każdy członek załogi ma swoje pięć minut.

2019-03-01 09:47:20 Komentuj (0)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem