DS magazine
Bertrand Russell
Kitty's Greatest Hits
Myślałam, że to taka zapchajdziura w cyklu o Kitty Norville - zbiór opowiadań powyciąganych z szuflady - w związku z czym dziwowałam się kilkakrotnie, że to jest aż takie dobre, po czym spłynęło na mnie olśnienie: zaczęłam przecież w ogóle znajomość z Carrie Vaughn od opowiadań nominowanych do nagród. Ona UMIE pisać opowiadania. A to jest świetny zbiór, który jest doskonałym uzupełnieniem powieści, ale broni się też sam w sobie. Mamy tu początki przyjaźni Cormaca z Benem, opowieść o tym, jak Ricardo stał się wampirem, inne o stającym się wilkołakiem TJ (bohater pierwszej książki z cyklu), opowiadanie o Kitty sprzed czasów "Nocnej godziny", opowiadanie o jednym ze słuchaczy dzwoniących do jej audycji w "Srebrnej kuli", albo dwa opowiadania historyczne: o tym, dlaczego Daniela w jaskini nie zjadły lwy i jak Katarzyna Aragońska została żoną Henryka. Jest też zombie à la Vaughn, czyli niesztampowo. A na koniec fantastycznie wciągająca długa nowela o Cormacu w więzieniu, czyli to, co w powieściach zostało celowo przemilczane. Wszystko jak to u tej autorki: realistyczne, solidnie przemyślane i zgrabnie podane.

W posłowiu Carrie Vaughn wyjaśnia, że całość zaczęła się od opowiadania. W postaci wilkołaka-didżeja w ogóle nie widziała potencjału na książkę. Dziesięć powieści potem nadal się dziwi. Ale przecież "endless stories and real-world settings are out there waiting to be told and retold" - i za to ją lubię.

2018-06-22 09:02:21 Komentuj (0)

---


W urzędzie
Pani, która przychodzi po mnie do poczekalni biurowej, ma chyba ze dwieście lat i ledwie się rusza. Ulegam złudzeniu, że jest tu tylko po to, żeby wskazywać petentom właściwy pokój, ale po chwili okazuje się, że to ona jest główną urzędniczką. Ma jednak za biurkiem obok siebie zdecydowanie młodszą następczynię, która robi wrażenie przerażonej. Ja dla odmiany jestem zachwycona, one wyglądają całkiem jak Bonifacy i Filemon, dlaczego nie mam ukrytej kamery?

Pada pytanie, z czym przychodzę, tłumaczę.
- AVH - urzędniczka wymawia niedostępny śmiertelnikom skrót z namaszczeniem i zadowoleniem, przestraszona młoda posłusznie kiwa głową, ja też kiwam, żeby się nie wyłamywać. Podaję dokumenty.
- Potrzebna mi jest karta przynależności do Związku - objaśnia urzędniczka. Spodziewałam się tego pytania.
- Nie mam, ale tu mam taki dokument i kopię - mówię. Tamta nawet nie zaszczyca tego spojrzeniem.
- Ale w ogóle w domu pani ma kartę, tak? - upewnia się.
- Nie mam, nie dali mi, ale tu mam taki dokument - nalegam.
- Bez karty nie mogę w ogóle założyć dossier - recytuje zadowolona Bonifaca. Tego też się spodziewałam.
- Bo mnie dali taki spis dokumentów - wyciągam magiczną kartkę - i tu, o tu - stukam palcem - jest napisane, że albo karta ALBO zawiadomienie o decyzji, i właśnie zawiadomienie o decyzji mam tutaj, z kopią - macham nim ponownie.

Konsternacja.
- Nie nie, musi być karta - mówi tamta, ale już słabiej. - Dobrze, a RIB pani ma? - zbija mnie z tropu nagłą zmianą tematu.
- Mam, oczywiście. - Nie daję się. - A tu proszę - znów stukam palcem - jest napisane, że karta ALBO zawiadomienie o decyzji, i to od 1 stycznia 2016 roku - używam kompletnie absurdalnego argumentu, ale w takim kontekście cyfry zawsze brzmią dobrze. Tamta powiada
- Proszę poczekać - zabiera mój dokument i wyczłapuje z biura. Czekamy. Czekamy. Czekamy. Ona nie wraca ranki i wieczory, we łzach jej czekam i trwodze... wcale nie, ja mam z tyłu głowy rechoczącego demona, którego z całych sił powstrzymuję przed wyjściem na zewnątrz, zaś przerażona młoda adeptka sztuki urzędniczej powiada w końcu, żeby przerwać straszliwą ciszę
- Długo to trwa... coś długo to trwa! - Uprzejmie przytakuję.

Młoda zabiera się więc za spisywanie moich danych na komputerze, którego klawiatura jest dla niej wyraźnie zupełną nowością, każdej litery szuka przez parę minut. Kiedy przychodzi do mojego numeru telefonu, podaję go z normalną prędkością, co okazuje się dla niej o wiele za szybkie, a ja powoli nie umiem, zaplątujemy się więc beznadziejnie w siódemkach i dziewiątkach, ale przychodzi zbawienie w postaci człapiącej mistrzyni biurokracji, która wraca, zasiada i bez słowa kontynuuje zakładanie dossier. Nie ośmielam się spytać, czy w takim razie mój dokument przeszedł przez kontrolę odgórną, przyjmuję spokojnie jej działania, bo nie mam do stracenia niczego.
- Bo tu zobacz, tu mi nie znalazło takiej ulicy - młoda nadal walczy z moim adresem w komputerze. Stara przechyla się przez nią, naciska dwa klawisze, nie wiem czy rozwiązują problem, bo strofuje uczennicę
- Poczekaj, później ci pomogę, na razie skończę z panią.
Istotnie, wyciąga prześliczną niebieską karteczkę i staranną kaligrafią wypisuje moje dane, żeby potem z dumą wręczyć mi récépissé. Wylewnie dziękuję, wychodzę, wypuszczam na zewnątrz demona.


2018-06-20 10:38:13 Komentuj (2)

---


Kitty Goes to War. Kitty's Big Trouble (Kitty 8 i 9)
Kitty Goes to War. Nasza bohaterka ma się zaopiekować trzema zbiegłymi z armii żołnierzami, którzy wrócili z Afganistanu, i są wilkołakami. Czy uda się ich zresocjalizować? Jak zwykle świetny pomysł - oczywiście, że wilkołaki świetnie się nadają na wojaków i oczywiście, że problemy psychiczne muszą być tu spore. Równolegle robi się zamieszanie z siecią sklepów Speedy Mart, które najwyraźniej przyciągają dziwne zjawiska pogodowe. Czyżby maczał w tym palce ich szef Harold Franklin, i w jakim celu? I co właściwie dzieje się z Cormakiem?

Kitty's Big Trouble. Trójka bohaterów udaje się do San Francisco, początkowo żeby badać kto ze sławnych ludzi był istotą nadprzyrodzoną, a potem daje się wciągnąć w sam środek wojny toczonej przez siły znacznie potężniejsze, niż można sobie wyobrazić. Fantazja autorki wydaje się niewyczerpana, i bardzo lubię starannie powtarzane przez Kitty "ja też w to wszystko nie wierzyłam, byłam sceptyczna. A potem ugryzł mnie przerośnięty wilk". W tym tomie bardzo mi się podobał Sun, nieco odmienny od zwykłych postaci Vaughn, miejscami było bardzo śmiesznie, oraz świetny pomysł z tymi pinezkami rozsypanymi na podłodze.

2018-06-18 09:39:30 Komentuj (0)

---


Kitty Raises Hell. House of Horrors (Kitty 6 i 7)
Kitty Raises Hell. Bezpośrednia kontynuacja "Dead Man's Hand". Tydzień po powrocie z Las Vegas Kitty spotyka się z ekipą telewizyjnego show, która bada wszelkie zjawiska paranormalne usiłując znaleźć dowód lub racjonalne wytłumaczenie. Razem odwiedzają miejscowy nawiedzony dom, w którym rzeczywiście coś się dzieje. Co, i jaki to może mieć związek z Kitty oraz wydarzeniami z Vegas - tego się dowiemy. Jeśli pierwsza część była w zasadzie sf, a kolejne skręcały w urban fantasy, to tu jest bardziej klasyczny horror, za czym zazwyczaj nie przepadam. Ale w sosie Vaughn i z ukochaną bohaterką oczywiście przełknęłam.  

House of Horrors. Kitty zostaje zaproszona do udziału w reality show: grupę rozmaitych istot paranormalnych wraz ze sceptycznym pisarzem producenci zamykają na dwa tygodnie w domu na odludziu i będą filmować interakcje. Co może pójść nie tak, doprawdy. Pojawiają się postaci znane z poprzednich części - Tina spotkana w Raises Hell i Odysseus Grant z dwóch wcześniejszych. Jest też nadzieja na zwrot w akcji w sprawie Cormaca. Wydawało mi się, że poprzednia była klasycznym horrorem, tu jest jeszcze klasyczniej, chociaż mniej tu elementów nadprzyrodzonych, za to sporo makabry i mocno trzyma w napięciu.


2018-06-16 11:30:35 Komentuj (0)

---


Są takie dni
Z powodu strajku poczty wezwanie do sądu otrzymałam z opóźnieniem, ledwie na tydzień przed wyznaczoną datą. Zorganizowałam się jakoś, i odpowiedniego dnia wyjechałam na drogę, ze świadomością, że jest kontynuacja strajku kolejarzy oraz straszne deszcze, które zalały drogi, część z nich została zamknięta (potem odkryłam, że poza tym wykoleił się RER, któremu ulewy podmyły szyny, na szczęście bez ofiar śmiertelnych). Wyszłam ze znacznym zapasem czasu, ale korki były tak potworne, że dojechałam na miejsce - to jest sąd administracyjny, 40 km od Paryża - z opóźnieniem. Poszłam tam jednak, i w drzwiach zderzyłam się z panem ochroniarzem, który radośnie poinformował mnie, że przecież to posiedzenie zostało anulowane. Spytałam, czy to dlatego, że żadna ze stron się nie zjawiła - nic z tych rzeczy, były opóźnienia w procedurze. Najzabawniejsze, chociaż wtedy zdecydowanie nie było mi do śmiechu, bo miałam przed sobą perspektywę powrotu 40 km w tych korkach i przez zamkniętą autostradę, najzabawniejsze otóż jest to, że na zawiadomieniu podają mi link i hasło do bezpiecznej strony w necie, gdzie są wszystkie informacje dotyczące sprawy. Dlaczego nie można było tam umieścić informacji o anulowaniu - nie wiem.

Następnie tego samego dnia otrzymałam informację, że mam uzupełnić papiery o nowy paszport dziecka. Nie zrozumiałam zupełnie, czego ode mnie nagle chcą, bo przecież całe dossier zostało przyjęte w piątek, więc oddzwoniłam. Okazało się, że zdjęcie: wykonane w automacie na miejscu, oznaczone przez automat jako conforme (odpowiadające normom), i bez uwag przyjęte przez pana urzędnika, który za swoją pracę pobiera zapewne pensję. Jednak ostatecznie zdjęcie wymogów nie spełnia, i powinnam dostarczyć nowe.

2018-06-14 09:03:08 Komentuj (0)

---


Kitty and the Dead Man's Hand (Kitty 5)
Kitty Norville wybiera się do Las Vegas w celach rozrywkowych. Jak zwykle z tych planów wyjdzie niewiele. Po pierwsze poproszą ją o poprowadzenie występu w telewizji na żywo, czyli tak jak zwykle prowadzi swoją radiową audycję "Nocną godzinę", tylko z obrazem. Czy naszej bohaterce uda się powstrzymać przed waleniem głową w stół, co ma zwyczaj robić, bo przez radio tego nie widać? Po drugie w tym samym hotelu odbywa się zjazd miłośników broni, z których niejeden ma przy sobie srebrne kule, a przynajmniej tak podpowiada Kitty jej wyobraźnia i wewnętrzna wilczyca. Zaprzyjaźniony z Kitty wampir z Denver poprosi ją o dostarczenie listu do miejscowego szefa wampirów, a potem tajemnice zaczną się mnożyć.

Bardzo lubię Carrie Vaughn za nieprzewidywalność - niby mniej więcej wiadomo, co się musi zdarzyć, ale co do szczegółów nie miałam bladego pojęcia, o co chodzi i co kiedy dokładnie się stanie. Nawet trochę zarwałam noc, bo przecież musiałam wiedzieć, jak to się skończy. Uwielbiam też oczywiście samą Kitty, niezwykle konswekwentnie pomyślany świat i staranną psychologię. Bohaterka zachowuje się jak osoba, która faktycznie została wbrew sobie i swoim przekonaniom wciągnięta w wir wydarzeń, a nie jak magiczna heroina fantasy, która jakimś cudem zawsze wie, jaką decyzję należy podjąć. Z drugiej strony nie jest też typowym dla urban fantasy zagubionym nieudacznikiem, który jest przerażony i chce tylko wrócić do swojego dobrze znanego światka, a świat ratuje przypadkiem i mimochodem. Kitty działa i gada, bo taka jest jej natura. I to jest tutaj najlepsze.

2018-06-12 13:30:07 Komentuj (0)

---


Wakacyjne noce Kitty. Srebrna kula. (Kitty 3 i 4)
Wakacyjne noce Kitty. Po wydarzeniach z poprzednich tomów Kitty zaszywa się na wsi, aby wypocząć. Nie bardzo jej to wychodzi, przywożą jej bowiem świeżo ugryzionego wilkołaka, którym musi się zająć. Jest to przy okazji ostatnia osoba, po której bohaterka by się tego spodziewała. Ktoś również bardzo jej nie chce w swoim otoczeniu, gdzie dzieją się dziwne rzeczy z kategorii zdecydowanie nieprzyjemnych i czarnomagicznych. Kolejny wciągający i nieoczywisty tom.

Srebrna kula. Dowiedziawszy się o chorobie matki Kitty wraca do Denver, skąd w pierwszym tomie została wygnana przez swoją byłą watahę, upierając się, że przecież nikt się o tym nie dowie. Te plany zupełnie nie wychodzą, i nasza bohaterka znajduje się oczywiście w samym środku wiru wydarzeń wciągającego nie tylko wilkołaki, ale i lokalne wampiry. Ten tom zawiera konkretne zakończenia wszystkich wątków, i właściwie te cztery odcinki powinny być wydane razem, stanowią bowiem jednolitą całość.

2018-06-10 16:16:18 Komentuj (0)

---


Odcienie miłości
Problem z Munro polega na tym, że nic już nowego nie da się o jej twórczości napisać, bo ona oczywiście pisze stale to samo. Nie poddaje się też żadnej analizie. Tym razem od początku próbowałam uchwycić fenomen jej pisarstwa, zachować chłodne spojrzenie, i mruczałam do siebie "tak, od razu w dwóch pierwszych zdaniach wiemy o bohaterce to co istotne... aha, to nie ona jest bohaterką, tylko jej matka... ale jeszcze siostra i jej narzeczony..." a potem już przepadło, już kończyłam opowiadanie z poczuciem, że dotknęłam życia obcych ludzi, nie wiedząc jednak o nich więcej, niż oni wiedzieli sami o sobie. Może tu tkwi sekret jej twórczości: w zachowaniu idealnej równowagi między analityczną wszechwiedzą a prawdziwym życiem. A może w nieustannym zadawaniu pytania, czy rzeczywiście o ludziach świadczą ich czyny, czy coś innego, i co właściwie. W pierwszym opowiadaniu matka narratorki jako mała dziewczynka widzi swoją matkę próbującą się powiesić. Jej siostra natomiast zapamiętała to jako żart. Narratorka z kolei wspomina, jak jej matka już jako dorosła kobieta spaliła pieniądze otrzymane w spadku po znienawidzonym ojcu. Czy te obrazki w jakiś sposób wpłynęły na życie tych kobiet? Nie wiemy. Możemy zgadywać, przepuszczając te historie przez pryzmat własnych uczuć i doświadczeń.

Specyficzną cechą Munro jest jej absolutna przezroczystość. Każdy pisarz przepuszcza wiedzę i uczucia przez swoją osobowość, odciska na opowieściach swoje piętno. Nie ona. Wydaje się, że tam w ogóle nie ma podmiotu tworzącego, jest beznamiętna rejestracja, styl odarty z jakichkolwiek ozdobników, czysto funkcjonalny, a wszystkie wydarzenia mają jednakową wagę: utonięcie obok wyolbrzymionej chwili strachu, tragedia obok codzienności. Jakby to pisał robot. A przy tym nie potrafimy w żaden sposób stwierdzić, czy to wszystko się dokładnie tak wydarzyło, czy zostało w całości zmyślone. Obie możliwości są jednakowo prawdopodobne. To wycofanie się autorki jest zaskakujące, wręcz niepokojące, zwłaszcza w zalewie XXI-wiecznego rozdmuchanego ego i "JA" rządzącego wszystkim.



2018-06-08 08:59:53 Komentuj (2)

---


Gardner Dozois "The Year's Best Science Fiction 33" (2015)
Ian McDonald "The Falls: A Luna Story". Ludzie żyją na Księżycu, AI jest wszędzie i ma emocje oraz wyobraźnię, nasze dzieci nie są nami i dokonują własnych wyborów; trochę nuda na otwarcie tego wydawanego co roku obszernego zbioru opowiadań anglojęzycznych.

Aliette de Bodard "Three Cups of Grief, By Starlight". Bohaterowi zmarła matka oraz ma siostrę, która jest statkiem kosmicznym, bo ludzie żyją na planetach i sztucznych satelitach. Poza tym ludzie przyjmują w siebie implanty zawierające pamięć i osobowość zmarłych, ale tej akurat zmarłej nie przyjął syn, tylko jej uczennica, była bowiem cenioną naukowiec. Jak to Bodard, nic odkrywczego, ale bogaty świat i ładnie napisane.

Eleanor Arnason "Ruins". Historia alternatywna, w której ludzie mieszkają na Wenus obracającej się jak Ziemia, a Związek Radziecki upadł, bo usilnie próbował ją zasiedlić, co mu się częściowo udało, tam przetrwała ostatnia republika radziecka. Poza tym na tej Wenus jest megafauna, a do bohaterki przychodzi pan z National Geographic proponując wyprawę.

Ann Leckie "Another Word for World". Dwie rasy ludzkie usiłują koegzystować na jednej planecie, wychodzi im średnio, i właśnie są na krawędzi wojny. Po zestrzeleniu ich samolotu przez las przedzierają się dwie przedstawicielki tych ras i próbują się porozumieć przy pomocy automatycznego translatora, który powoduje gigantyczne nieporozumienia. Stare, wszystko było, ale mam słabość do Leckie z jej detalicznymi światami, do których ma podejście jak Le Guin. Dowiedziałabym się, co było dalej.

Rich Larson "Meshed". Narrator chce podpisać kontrakt z młodym niewiarygodnie zdolnym koszykarzem. Częścią kontraktu jest tytułowy mesh, okablowanie w mózgu nagrywające biofeedback, który potem można odtwarzać jako VR. Bohater jednak odmawia.

Gwyneth Jones "Emergence". Narrator urodził się w 1998, ma prawie 300 lat, i mieszka na stacji orbitującej wokół Europy. Na tym świecie świadome AI są traktowane jako niezależne byty, natomiast na Ziemi są niewolnikami. Narrator więc gardzi Ziemią, ale po wypadku musi tam wrócić, bo tylko tam jest odpowiednia medycyna. Dobrze pomyślane, wykonanie mnie nie zachwyciło.

Carter Scholz "Gypsy". Z umierającej Ziemi - nic nowego, przeludnienie, zanieczyszczenia, wyczerpanie zasobów naturalnych - ucieka statek kosmiczny. Mają hibernację, reszta w miarę realistyczna, mocno techniczne, świetnie napisane, szkoda, że przegadane.

Chaz Brenchley "The Astrakhan, the Homburg, and the Red Red Coat". Zabawne, u Arnason chwilę wcześniej był Venusport, tu jest Marsport, umawiali się? Ale tam historia alternatywna, tu steampunk, aethership, dżentelmeni, a rzecz jest o porozumieniu z Marsjanami, którzy nie są małymi zielonymi ludzikami. Doskonałe stylistycznie, oryginalne, nastrojowe, chyba do tej pory moje ulubione w tym zbiorze.

Indrapramit Das "The Muses of Shuyedan-18". Ludzie na obcej planecie oglądają narodziny miejscowej istoty, gigantycznego kroczącego zamku, które na swojej skórze malują to, co widzą. Na przykład ludzkie obserwatorki, które mają romans, lecz non-het couples nie są na tym świecie mile widziane. Dość ładne z początku, potem raczej banalne.

Carrie Vaughn "Bannerless". Post-apo, gdzie apokalipsę spowodowało wszystko naraz: choroby spowodowane zmutowanymi mikrobami plus zepsucie środowiska. So, the world died. But people survived, here and there. They came together and saved what they could. They learned lessons. Po paru chwilach świat zabrzmiał mi znajomo, i owszem, ten sam co w nominowanym do Hugo 2011 opowiadaniu Amaryllis. Tutaj dwoje inspektorów idzie do gospodarstwa prowadzić dochodzenie, nie wolno bowiem mieć dzieci bez specjalnego zezwolenia - bannera. Niezwykle subtelne, bardzo ładne. Chociaż fakt, że wszystko tutaj jest rządzone przez komitety, powoduje u mnie nerwowe drgania policzka, ale autorka nie ma takich skojarzeń. Jest ubiegłoroczna powieść pod tym samym tytułem, potrzebuję jej.
W tym samym świecie jest też osadzone opowiadanie Astrophilia, w którym młoda dziewczyna musi opuścić podupadłe gospodarstwo rodziców i przenieść się do innego, gdzie spotyka astronomkę hobbystkę. Ale astronomia nie jest użyteczna w tym świecie, w którym wszystko powinno takie być.

Sean McMullen "The Audience". Piątka ludzi poleciała zwiedzić Abyss, planetę w obłoku Oorta, która jednak nie jest częścią Układu Słonecznego. Lecieli 20 lat z 1/200 prędkości światła, czyli dość realistyczne. Trochę kazało mi myśleć o Wattsie, ale bez porównania lżejsze: narrator jest dowcipnisiem i pisarzem. Przy okazji rozegrane tak, że przez chwilę przestałam oddychać, a potem trzymało moją uwagę aż do końca. Bardzo, bardzo fajne, mój kolejny faworyt.

James S. A. Corey "Rates of Change". Najpierw widzimy kobietę, z której syna został po wypadku mózg z systemem nerwowym, i nie wiadomo, czy uda go się włożyć w nowe ciało, a potem wędrujemy rok wcześniej, żeby się dowiedzieć, że ludzie się przenoszą do innych, sztucznych ciał, i syn bohaterki ma właśnie takie życzenie. Zrobione nieźle, interesujące pytania, ale jakoś przegadane.

Sam J. Miller "Calved". Kolejne post-apo ekologiczne. Narrator jest wygnańcem z zatopionego Nowego Jorku, pracuje przy odzyskiwaniu wody z lodowców i odwiedza swojego syna w pływającym mieście koło Grenlandii. Syn właśnie stał się nastolatkiem. To jest bardzo obiecujący młody pisarz (jego inne opowiadanie z tamtego roku było nominowane do Nebuli), a opowiadanie jest przejmujące i w zasadzie niefantastyczne.
 
Ian McDonald "Botanica Veneris: Thirteen Papercuts by Ida Countess Rathagan". Drugi tekst McDonalda tutaj, to naprawdę nie ma już innych pisarzy? Ale to jest bardzo ładne opowiadanie, wpisujące się w nurt fantastyki wenusjańskiej (ponieważ tak samo jak wcześniejsze "Ruins" pochodzi z innego zbioru Dozoisa, "Old Venus" nawiązującego do modnej w latach 1930-50 wizji Wenus jako ciepłej planety pełnej obfitej roślinności i zwierzyny), a poza tym poniekąd steampunkowe w klimacie: czyli XIX wiek, w którym były loty na Wenus. Opowiada arystokratka, której wycinanki przedstawiające wenusjańską florę przetrwały wiele lat, ale prawdziwy powód jej wyprawy na obcą planetę był inny.

John Kessel "Consolation". Kanada zagarnęła teren USA, Floryda zatonęła, nie ma już żadnej prywatności. W otwierającej scenie ktoś wrzuca granat do biura narratora pierwszoosobowego, po czym narracja przenosi się na kobietę, która ten granat wrzuciła, ładnie zrobione. Mam wrażenie, że potencjał tego świata zupełnie nie został wykorzystany.

Allen M. Steele "The Children of Gal". Sto sześćdziesiąt lat po przybyciu na planetę Eos potomkowie ludzi chodzą na przemian na czworakach i na dwóch nogach, mają błonę pławną między palcami, czczą Gal - czyli statek macierzysty, i surowo karzą za popełnianie herezji. Tak właśnie została odesłana matka bohatera. To oczywiście wszystko już  było, ale historia jest znacznie bardziej wciągająca, niż mi zdawało na początku. Świetnie nakreślony świat, fajni bohaterowie, za dużo wyjaśnień tego, czego się już domyśliśmy na początku.

Martin L. Shoemaker "Today I Am Paul". Czytałam i pisałam o nim przy okazji nominacji do Nebuli.

Paolo Bacigalupi "City of Ash". Post-apo ekologiczne, oczywiście, jak to Bacigalupi. Phoenix pokryte czarnym popiołem, nie ma wody, a obok inteligentny samowystarczalny budynek, gdzie "you could live up high, safe from dust and gangs and rolling brownouts, and never be touched by the disaster of Phoenix at all" o ile oczywiście ma się pieniądze. Ale ojciec bohaterki ma pracę i wszystko już będzie dobrze. Bardzo zwięzłe. Jest to prequel do "Wodnego noża".

James Sarafin "Trapping the Pleistocene". Bohater jest traperem, poluje na bobry i wydry, jak mógłby jego prapradziadek, ale jesteśmy w Ohio przyszłości. Odtworzono populacje niedźwiedzi, pum i wilków, a bohatera prosi o współpracę rząd. W tym celu ten mieszkaniec tradycyjnej ziemskiej enklawy rolnicznej musi się udać do nowoczesnych wież, których wszyscy mieszkańcy mają wszczepy, i w których się czuje mniej więcej jak Hal Bregg. Potem, jak obiecuje tytuł, przenosimy się w odległą przeszłość. Dużo tematów, przedziwne jest to połączenie niemal cyberpunkowego początku z totalnie fantastyczną podróżą w czasie. Logika wewnętrzna zawiera błędy (naukowcy nic nie wiedzą, ale nie boją się efektu motyla - bo nie?). Wszystko dla sowizdrzalskiego zakończenia. Pierwszy raz tutaj zastanawiam się nad motywacją Dozois.

Nancy Kress "Machine Learning". Choroba zabiła mnóstwo dzieci, a bohater pracuje nad uczeniem AI pracy z dziećmi. Stracił swoją własną córkę i to ma na niego ogromny wpływ. Jak to Kress, trzyma poziom, inteligentne, wnikliwe, interesujące.

Kristine Kathryn Rusch "Inhuman Garbage". Kryminał na Księżycu. Prawidłowy, z trupem w kontenerze na odpadki i policjantami prowadzącymi dochodzenie. Wciąga, chociaż cały czas miałam w głowie pytania "ale PO CO to się rozgrywa na Księżycu wśród obcych, skoro mogłoby równie dobrze na Ziemi..?"

Paul J. McAuley "Planet of Fear". Znowu Wenus, znowu republika sowiecka. Z poduszkowca badają zwyczaje godowe miejscowych ogromnych ryb, ale otrzymują sygnał wezwania na pomoc, ponieważ osadę górniczą napadły potwory. Czy może jednak po prostu Amerykanie, jak chce Captain Chernov? Dość sympatyczne, nic oryginalnego.

Ned Beauman "It Takes More Muscles to Frown". "I had all the right muscles to be insincere. But I just couldn’t seem to array them very well or fix them for very long." Bohater ma jednakże wszczepiony prototypowy mechanizm i software wspomagający prawidłowe działanie twarzy, co mu bardzo pomaga, bo w firmie przeprowadzają regularne badania odczytujące z wyrazu twarzy, czy pracownik jest uczciwy. Protagonista nie jest. Zaskakujące do końca.

Joe Pitkin "The Daughters of John Demetrius". Mendel jest bogiem. W poplamionej krwią tunice przybiega do meksykańskiej wioski, żeby tam znaleźć dziewczynkę o zielonej skórze, córkę San Juana Demetrio. Chce ją zabrać do Pheonix, aby też mogła zostać bogiem. Matka się opiera. Szybko się domyślamy, o co chodzi - i więcej wiedzy nie dostaniemy. Można się czepiać, że autor sam nie wiedział więcej (i pewnie to prawda), że totalnie bez sensu robić tych genetycznie zmodyfikowanych, żeby krwawo walczyli; natomiast uświadomiłam sobie, jak odświeżające jest takie opowiadanie, w którym jest dużo do domyślenia się. Rzadkość ostatnio: wszyscy wszystko starannie tłumaczą, dla pewności trzy razy.

John Barnes "Silence Like Diamonds". Bardzo techniczne. Przyszłość, w której wszystko jest podłączone, Googla zastąpiła NameItCorp, a corporation managed by a suite of self-improving optimization algorithms, bohaterka jest wyjątkowo dobrym scheme architecture analyst, a sześć sekund po podpisaniu nowego kontraktu na jej inteligentny dom spada drona i wybucha. Cyberpunkowy thriller, fajne.

Nick Harkaway "Billy Tumult". "Billy Tumult, psychic surgeon, with six shooters on his hips, walks into the saloon." Operuje pacjentom pamięć i osobowość od środka, w scenerii jak VR, tutaj westernowej. Świetna narracja.

Seanan McGuire "Hello, Hello; Can You Hear Me, Hello". W bliskiej przyszłości narratorka pracuje jako komputerowa lingwistka, i używa uczącego się softu tłumaczącego język migany na mówiony (i na odwrót) do konwersacji video ze swoją głuchoniemą siostrą. Ma również dzieci. Siostra ma natomiast ptaki. Akcja jest w zasadzie oczywista, ale coś w tym opowiadaniu powoduje, że absolutnie wciąga, fascynuje, i każe wierzyć w prawdziwość. Autorka ma Hugo i Nebulę za minipowieść "Every Heart A Doorway" która została wydana jako pierwsza część chwalonego cyklu, ciekawe kiedy ja mam czas, żeby to czytać.

Geoff Ryman "Capitalism in the 22nd Century or A.I.r". AI rządzą światem, bohaterkami bliźniaczkami też, hologramy, VR, ojciec zbój, tajna podróż w kosmos, rozbuchana narracja: wszystko to dla bladawej puenty. "Tout ça pour ça?" jak mawiają Francuzi.

Rich Larson "Ice". Drugie opowiadanie autora w tej antologii. New Greenland, przeraźliwie zimny świat, szesnastolatek z czternastoletnim bratem wykradają się nocą z domu i z kolonii, żeby biegać po czarnym metanowym lodzie rozbijanym od spodu przez frostwhales. Żeby metan był lodem, musi być jakieś -190º, co czyni całość dość wątpliwą, a nie jest do niczego potrzebne, bo rzecz jest o relacji braci.

Benjamin Rosenbaum "The First Gate of Logic". Fift ma pięć lat i trzy ciała, co by mnie zapewne zachwyciło, gdybym nie czytała cyklu "Ancillary" Ann Leckie (był wydany wcześniej). Ma również co najmniej sześciu ojców, a dzisiaj specjalny dzień. W całym tym przedziwnym społeczeństwie problemy zostają te same co zwykle i zupełnie nie wiadomo, po co im ta wielociałowość oraz inne ozdobniki.
 
Michael F. Flynn "In Panic Town, on the Backward Moon". Na żaglach magnetycznych lata się na Marsa, lekko terraformowanego, oraz na Phobosa, w którym znajdują się artefakty pozostawione przez Gości. "Technically, Phobos is “outer space” and Mars “planetary surface,” so the Prague Convention covers one, but not the other. Go figure." Coś z "Gateway", coś z Heinleina, sporo klasycznego kryminału: mam wielką słabość do takich tekstów.

Kelly Robson "The Three Resurrections of Jessica Churchill". Rany, znowu 9/11?! Ratunku! Chyba wystąpię o sądowy zakaz pisania o tym opowiadań. Jednak po pierwszej stronie ten głos w moim mózgu umilkł, a potem... to jest pierwsze opowiadanie, które skojarzyło mi się z "Rozpaczą" Nesterienki, lekturą porównywalną z wrażeniami z wnętrza działającej maszynki do mięsa. Mocna rzecz, potrzebuję terapii.

Nick Wolven "No Placeholder For You, My Love". Pani poznaje pana. W pewnym świecie, w którym o północy dzwoni kurant. Było, ładne parę razy było. Ale opowiedziane z pasją, nawet jeśli nieco naiwną.

Kelly Link "The Game of Smash and Recovery" Rodzeństwo mieszka na orbicie obcej planety, i gra w grę. W tym opowiadaniu właściwie wszystkie desygnaty znajomych słów są nieco przesunięte (w stronę podczerwieni) względem tego co znamy: rodzice, rodzeństwo, gra, dom, wampiry, dojrzewanie itd. I jest to zrobione po mistrzowsku, oraz zadedykowane Iainowi M. Banksowi. Nie rozumiem braku nominacji do jakichś nagród, nagradzałabym.

Madeline Ashby "A Stopped Clock". Bohaterowie prowadzą restaurację, ale nikt już nie przychodzi jeść. W ogóle nikt już nie chodzi po ulicach, wszystko jest wewnątrz, wszystko jest zdalnie sterowane i pod nadzorem AI. Aż nagle zaczynają wariować światła uliczne. Szkoda, że robi wrażenie urwanego, czytałabym dalej.

Aliette de Bodard "The Citadel of Weeping Pearls". Drugie tej autorki w tym zbiorze. W dodatku ten sam wszechświat: implanty z pamięcią przodków, ludzie żyją na dworze cesarzowej, jej najmłodsza córka urodziła umysł statku kosmicznego, którego babcia właśnie tajemniczo zniknęła. Fantasy przebrane za sf, właściwie nie ma specjalnej różnicy między tym i Star Wars. Plus maszyna do podróżowania w czasie i mnóstwo fantazyjnych wewnętrznych sprzeczności (dlaczego mózgi statków są wielkie, skoro implanty są malutkie?). Szkoda, bo ona umie calkiem poprawnie pisać, ale jak ją czasem ponosi, to płuc do wzdychania nie wystarcza.

*
Bardzo wyrównany zbiór, choć gatunkowo różnorodny. Większość opowiadań warto przeczytać, resztę zdecydowanie można, rozczarowujące są tylko "The First Gate of Logic" i "Trapping the Pleistocene".

2018-06-07 09:32:11 Komentuj (2)

---


Kitty i nocny Waszyngton (Kitty 2)
Po zamieszaniu z poprzedniego tomu Kitty wyjeżdża z Denver, nadaje swoje audycje za każdym razem z innego miasta, a teraz jest w Waszyngtonie, gdzie będzie zeznawać przed komisją w Senacie. Za przeciwnika ma bezwględnego senatora konswerwatystę pragnącego udowodnić, że nadnaturalni nie są ludźmi i należy się ich pozbyć. Pojawia się też lekarz badający przemiany w organizmach likantropów, a Kitty jest w przymusowej gościnie u wampirzycy, której motywy pozostają niejasne. Ten tom to już faktycznie bardziej urban fantasy, co nie przeszkodziło mi czytać z zapartym tchem, bohaterka jest bowiem bardzo fajna, akcja wciągająca i nieoczywista, a najbardziej mi się podoba, że Vaughn nie eksploatuje swoich bohaterów ani pomysłów do cna, zostawiając sporo na później.

2018-06-06 10:42:39 Komentuj (0)

---





Poprzednie
Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Angol w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Amerykanka w Polsce
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem