DS magazine
Bertrand Russell

"Brick Lane" Monica Ali

W 1967 w bangladeskiej (ówcześnie wschodni Pakistan) wiosce na świat przychodzi Nazneen (dzieląca z autorką tej debiutanckiej powieści z roku 2003 datę i miejsce urodzenia, ale tylko tyle - Monica Ali miała matkę Brytyjkę i do Londynu trafiła znacznie wcześniej). Jej matka jest bardzo zaskoczona, bo myśli, że to niestrawność. Dwa lata później urodzi się Hasina, której wyjątkowa uroda będzie powodem kłopotów. Szesnastoletnia młodsza z sióstr ucieka z bratankiem właściciela tartaku, a osiemnastoletnią Nazneen ojciec wydaje za mąż za Banglijczyka w Londynie. Dziewczyna trafia do ubogiej, hindusko-pakistańskiej dzielnicy wielkiego miasta (główną ulicą jest tytułowa Brick Lane), w kraju, którego języka nie zna. Mąż jest dla niej dobry, nie bije, nie ma specjalnych wymagań, ale nie widzi potrzeby, żeby uczyła się angielskiego, ani żeby szła do pracy. Jest sfrustrowany życiem imigranta, uważa się za wykształconego intelektualistę, ale w pracy nie dostaje awansu. To postaci wnikliwie naszkicowane bardzo subtelnym piórem, nie ma tu żadnego silenia się na okropności, choć zapewne dałoby się takie znaleźć, długo nie szukając. Jest tu samo życie. Bohaterka po prostu tęskni za domem i siostrą, z którą regularnie wymieniają listy (choć Hasina jest półanalfabetką) i która nie może sobie ułożyć życia. Tymczasem Nazneen rodzi syna.

Monica Ali bez uproszczeń pokazuje skomplikowaną sytuację imigranta, w pierwszym pokoleniu, kiedy się oskarża wszystkich wokół o rasizm - i w drugim, kiedy rodzice domagają się kultywowania tradycji i straszą powrotem do starego kraju, a urodzony i wychowany w nowym świecie człowiek jest tą perspektywą przerażony. Są tu również nieoczywiste rozważania na temat małżeństwa aranżowanego, zawartego między obcymi sobie osobami: jak to wygląda po wielu latach przyjmowania tego człowieka obok siebie za oczywistą część życia. I czy naprawdę się tak różni od związku, na początku którego było zakochanie. 

Pod koniec książki jest 11 września. Sytuacja muzułmanów w świecie zachodnim, w tym w Anglii, ulega zmianie. Wtedy pomyślałam, że Monica Ali napisała bardzo brytyjską książkę dla Anglików, która zapewne miała ich przekonać, żeby się nie bali sąsiada o ciemniejszej skórze i odmiennej kulturze. Tymczasem za rogiem już czaił się zalew przybyszy z Europy Wschodniej, czego nikt jeszcze wtedy nie przeczuwał. A teraz, kiedy to czytam po ledwie szesnastu latach, znowu nie wiemy, jak to koło obróci się za chwilę.


2019-07-16 07:37:04 Komentuj (1)

---


"Zachcianki"

Złapałam ten zbiór z roku 2012 odkrywszy, że są w nim prawie same znane nazwiska oraz przede wszystkim Dukaj, ale nie sprawdziłam, jakie jego opowiadanie. Okazało się, że znany mi już "Portret nietoty", co mi nie przeszkodziło przeczytać go ponownie, z niesłabnącym zachwytem. Jest tu i cudowny, oryginalny pomysł, i wspaniałe wykonanie, i dopracowany każdy drobiazg, i zachwycający styl. Zdaje się, że trochę zapomniałam, jaki to dobry pisarz, tylko dlaczego on nie pisze! (Pisze, właśnie wydał eseje.)
 
Zbiór otwiera opowiadanie Sylwii Chutnik o dwóch kobietach, które pocieszają się wzajemnie, jedna straciła męża, druga kota. Nieco karkołomne, ale bardzo dobrze napisane. Potem jest Łukasz Dębski (autor głównie książek dla dzieci) z oniryczną historyjką o nieśmiałym doktorze Motylu, filmoznawcy. Gretkowska daje pseudointelektualną i raczej wtórną opowiastkę o spotkaniu Marylin Monroe z Freudem. Krystyna Kofta natomiast stwarza bohaterkę pracującą w burdelu zorganizowanym na wzór korporacji, choć przyjemności cielesne zupełnie jej nie interesują. Ciekawa wizja, nieco satyryczna, acz nie tylko. Wojciech Kuczok oczywiście świetny stylistycznie, bardzo niesmaczny, i jest to opowiadanie z twistem. Miłoszewski próbuje sił w fantastyce bliskiego zasięgu: pornografia okazała się mieć świetny wpływ na ludzi, jest więc legalna i sprzedawana w sieciówkach, a narrator tworzy filmy porno na prywatne zlecenia. Niezłe, chociaż jak to Miłoszewski, raczej wysilone i nieco drewniane. Nie ma on lekkości pióra jednak. U Plebanek nieco podobnie: znudzone żony zakładają fuckclub i wszyscy są szczęśliwi. Zupełnie inne jest opowiadanie Magdaleny Tulli: żadnej tu dosłowności, po latach spotykają się dwie dawne koleżanki, przyjaciółki, kochające się, nienawidzące? Bardzo podobnie u zamykającego zbiór Twardocha, którego tematyką również jest wieloznaczna relacja między kobietami.

Dość interesujący zbiór, ale jestem jednak cokolwiek rozczarowana, że aż tylu pisarzom hasło zmysłowość kojarzy się wyłącznie z pornografią i seksem dla każdego, ewentualnie z parą lesbijek. Dukaj świeci na tym tle jak słońce. Choć przyznaję, że i u Kofty i u Miłoszewskiego jest drugie dno.


2019-07-14 09:49:00 Komentuj (0)

---


"Szwindel" Jakub Ćwiek

W prologu umiera Ferdynand Górski, mieszkaniec domu starości. Całkiem normalnie, na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, po siedemdziesiątce. Zaprzyjaźniona z nim pielęgniarka ma do spełnienia ostatnią misję. W pierwszym rozdziale Olgierd Pychel wstępuje na chwilę do kawiarni i pada ofiarą wymyślnej kradzieży. W drugim Kaśka czeka na swojego partnera Mikołaja, kiedy pojawia się tajemnicza pani z wizytą, w sprawach osobistych. Jest to wszystko bardzo sprawnie napisane, lekkim piórem, wciąga od pierwszej chwili. Nie zdradzę tajemnicy mówiąc, że mowa o artystach przekrętu, co jest sygnalizowane przez autora licznymi nawiązaniami do "Vabanku", Żądła" czy nawet Sherlocka Holmesa, których bohater nieodmiennie nie widział, nie zna się, nie interesuje, ale to jedyne, co mnie lekko tu zirytowało. Córka Anki nazywa się najpierw Iga, potem Wisia, ale ponieważ jest imię, które można zdrobnić na oba sposoby, to może to jednak niekoniecznie pomyłka. Postaci dobrze nakreślone, przerzucamy się zręcznie między licznymi bohaterami, a w tle cały czas wisi pytanie, jaki będzie ten tytułowy szwindel, bo że autor nas zaskoczy, to pewne. Jest też nieoczekiwana brutalność, i w sumie historia okazuje się mroczniejsza, niż mi się zdawało na początku.

2019-07-12 10:19:34 Komentuj (0)

---


"Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu" Agata Romaniuk

Miałam wrażenie, że to książka o dziewczynach, które wyjechały do Omanu za mężem, i nie skończyło się to dla nich dobrze. Od razu pierwszy zwięzły rozdział rozwiał to przeczucie. Autorka jest w nim w ciąży, w Omanie od dwóch miesięcy, przyjechała tam z polskim mężem i rozmawia z młodą Omanką. Ta jej tłumaczy o małżeństwach aranżowanych, drugich żonach, kontraktach ślubnych i zapisanych w nich prezentach za urodzenie dziecka. Słucha z kolei o Polki małżeństwie z miłości i konkluduje "Z miłości? To współczuję, musisz wszystko robić sama, rodzić wszystkie dzieci, i możesz zostać z niczym". Autorka zamyka te dywagacje suchym "dziewięć lat później przekonałam się, że miała rację". Podobny punkt widzenia pojawi się ponownie w rozdziale trzecim, gdzie Bożena, polska Omanka, powie, że wszystkie żony dziedziczą po mężu po równo i lepiej przecież być drugą żoną, niż kochanką, która zostaje z niczym. Podobno jej matka przyjechała kiedyś z wizytą, obejrzała tamtejsze życie i westchnęła, że sama by została czyjąś drugą żoną.

Historia Bożeny w ogóle jest bardzo ciekawa: jako osiemnastolatka w 1968 poznała we Włocławku przyszłego męża, Omańczyka. Wzięli ślub, urodziły się dzieci, zamieszkali w Polsce. Ona była oczywiście katoliczką, on muzułmaninem, ale to mu nie przeszkodziło w zaniesieniu dzieci do chrztu. Przekonywał, że to przecież ten sam Bóg (rzeczywiście dużo moich znajomych twierdzi tak samo). W roku 1970 do władzy w Omanie doszedł nowy sułtan (o nim można tu przeczytać w drugim rozdziale), który wezwał Omańczyków do powrotu i budowania nowego kraju. W 1976 Talib wyjechał, rok później wysłał zaproszenie Bożenie. Nie bez obaw pojechała - i została. Jej mąż był nowoczesnym Arabem, prosił, żeby się nie zakutała w szaty, zachęcał ją do pracowania, i nie zamierzał brać kolejnych żon.

To jedna strona medalu. Po drugiej jest to, że Omanki muszą mieć prawnego opiekuna - oczywiście mężczyznę. Bez niego nie mogą na przykład zajmować się handlem. Mąż może się rozwieść z żoną kiedy chce, nawet bez jej wiedzy (nowoczesna technologia pomaga, teraz kobiety dostają z sądu smsem informację o rozwodzie); kobieta o rozwód może co najwyżej prosić. W Omanie nie istnieje pojęcie gwałtu małżeńskiego ani przemocy domowej. Jedynym powodem do rozwodu jest zdrada męża.

Natomiast nieoczekiwanie wielożeństwo może sprzyjać lesbijkom. Agata Romaniuk dotarła do pary żon jednego mężczyzny: pierwsza wybrała tę drugą dla siebie. Jedyną niedogodnością jest konieczność spełniania obowiązków małżeńskich, poza tym żyją razem szczęśliwie, nikt nie się nie interesuje tym, że chodzą wszędzie razem, ani tym, co robią w łóżku za zamkniętymi drzwiami. Ba, nawet wizyty u ginekologa odbywają się pod nadzorem męża i pierwszej żony, którzy stoją za parawanem.

Mimo tak sprzyjającego mężczyznom klimatu, ci nadal wyprawiają się po młode żony do Indii, gdzie kwitnie handel dziewczynkami. Są podobno bardziej uległe niż Omanki, w co trudno mi uwierzyć, zważywszy wszystko powyższe. To najcięższy rozdział tej książki. I w ogóle tylko z trudem potrafię uwierzyć, że świat gdzieś tak może wyglądać w roku 2019. Ogromna część świata w dodatku.

2019-07-10 09:09:39 Komentuj (2)

---


"Fall; or, Dodge in Hell" Neal Stephenson

W pierwszym rozdziale Richard "Dodge" Forthrast, starzejący się multimilioner, który dorobił się na niezwykle popularnej grze sieciowej, budzi się i wstaje z łóżka, a w tym czasie rozmyśla. O drzemkach, ich nieodzowności dla ludzkiego umysłu, ich definicji, zrywaniu łącznika między ciałem i umysłem, różnicy między snem a śmiercią, mitologii greckiej i nordyckiej. W drugim rozdziale bohater jedzie autobusem i rozmyśla o naturze świadomości. Czyli wiemy, jakiej tematyki oczekiwać dalej, a klimat jest cokolwiek osiemnastowieczny, jak należało się tego spodziewać po tytule, chociaż czasy są zdecydowanie współczesne i ponieważ to Stephenson, wiadomo, że dalej będzie technothriller. Tymczasem jednak Richard umiera, a jego współpracownik i siostrzenica Zula stają przed pytaniem, co dalej, które w tym przypadku nie ma tak oczywistej odpowiedzi, jak zazwyczaj.

Mamy tu bardzo szczegółowy opis tworzenia świata, łączący mitologie i religie. Spójny i pomysłowy, czasem błyskotliwy, miejscami zabawny, miejscami dający do myślenia. Istotnie, trudno byłoby nam wymyślić coś zupełnie nowego, lepszego, odciąć się od starych idei i pragnień. Nawet w tej nowej formie ludzie pozostają ludźmi, jeśli zachowana ma być ciągłość świadomości - a z nią idą ograniczenia. Nie bardzo natomiast rozumiałam pomysł stylizacji narracji i dialogów: dlaczego nie mogliby rozmawiać normalnie, tak jak ostatnio to robili, tylko muszą koniecznie w ten archaiczny sposób?

Następnie jest trzy lata później, Dodge oczywiście dalej nie żyje, natomiast jego współpracownik Corvallis (nerd z aspergerem) wplątuje się w gigantyczny hoax internetowy, co daje autorowi punkt wyjścia do obfitego narzekania na internet, który Dodge określał mianem "the Miasma". Jest dość jasne, co autor "Zamieci" czuje patrząc na współczesne media społeczne, i dlatego tutaj podejmuje dość radykalne postanowienie - zniszczyć internet, żeby zastąpić go nowym lepszym rozwiązaniem. Wzruszające, bo chwilami czyta się to nieco jak stary dobry cyberpunk z początku lat 90. Oraz rozczuliłam się, kiedy Corvallis grzebał w bazie danych w cloud, żeby wyciągnąć z niej pewne wnioski, ponieważ część mojej pracy polegała akurat na analizowaniu bazy danych w cloud (i stwierdzaniu przy okazji, że Francuzi masowo oglądali dziecko Meghan Markle). Rozczuleniu towarzyszyło jednak pewne rozczarowanie, bo kiedyś fantastyka to był wizjonerski rozmach, infostrady, awatary, błyskotliwi hakerzy i guru komputerowi; jeśli dzisiaj mam czytać o tym, co robię w pracy, to jaki to ma właściwie sens? Naprawdę ciekawie zaczyna się robić w 62%, kiedy oglądamy wpływ tej nowej technologii na życie ludzi w Meatspace - to jest dobrze przemyślane. Doskonałym pomysłem jest brak komunikacji rebooted dead z żywymi, trochę na zasadzie sugerowanej już przez Silverberga w "Rodzimy się z umarłymi".

Część trzecia dzieje się 17 lat później, bohaterką jest Sophie, córka siostrzenicy Richarda, już teraz dorosła. Świat natomiast cokolwiek się zmienił, aczkolwiek nie poszliśmy tu w stronę katastrofy ekologicznej, co z jednej strony jest pewnym wytchnieniem po dziesiątkach głoszących to ostatnio powieści, a z drugiej strony wytrzeszczałam jednak oczy, zastanawiając się, czy Stephenson nie zna najnowszych przepowiedni na temat zmian klimatycznych, czy też ma je w nosie. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że to ostatnie w grę nie wchodzi: są tu napomknienia sugerujące, że ludzie się opamiętali i zadbali o środowisko, ale temat nie jest poruszony bardziej.

Jest tu dość ciekawa diagnoza problemów z sieciami dostępnymi na okrągło - ludzie mogą żyć nieustannie w swojej własnej halucynacji, karmieni memami, nie mając styczności z rzeczywistością. Nie potrzebują nawet spójnych teorii spiskowych. To całkiem słuszna obserwacja również i we współczesnej Polsce. W każdym razie mamy tu rozwarstwienie Stanów na północ i południe, co daje również możliwość rozegrania nakazów Księgi Kapłańskiej. Owszem, zabawne i dobrze pomyślane, ale widziałam to ostatnio tyle razy, że o oryginalności trudno mówić. Są tu jednak również granice fraktalne, fundacja rodziny Shaftoe - Waterhouse, i Enoch Root. Ukrzyżowany. Tak, to niewątpliwie Stephenson, a w 30% powieści przechodzimy nawet do sedna, i jest bardzo wciągająco, chociaż miejscami - nadal - rozwlekle. I tak będzie do ostatniej ćwierci, która robi się znakomita. To prawdziwa heroiczna fantasy najwyższej klasy, z ogromnym rozmachem i niezwykle skomplikowanym światem, z mapami świata, wielkim gadającym krukiem, barbarzyńską księżniczką, olbrzymami, herosami, bogami i aniołami, oraz Questem. Są tu i elementy oryginalne: choćby ten rozdział na Sprung i Spawn, logiczny i doskonale pomyślany. I oczywiście niezliczone smaczki, dowcip miesza się tu z powagą, a niezwykłe jest tu, że nietypowo dla gatunku - czytelnik wie więcej, niż bohaterowie. I dopiero teraz docenia dotychczasową drobiazgowość w tworzeniu całej mitologii. Bez tego podłoża nie dałoby się docenić końcowego rezultatu.

Jaka jest ostateczna konkluzja, wiadomo właściwie niemal od początku, czym byłam nieco rozczarowana, ten autor nie do tego mnie przyzwyczaił. W połowie Enoch Root mówi otwartym tekstem, o co chodzi. Lecz przyznam, przez tydzień chodziłam myśląc, czy to jednak mogłaby być prawda.

Kolejny raz u Stephensona mam wrażenie, że przeczytałam cztery powieści skondensowane w jedną. Połączenie gatunków literackich, oraz religii i mitologii zrobione jest świetnie, doskonale logicznie, to zupełnie nowe wyżyny. Chylę czoła przed umieszczeniem Cryptocomiconu, Cyklu Barokowego i Reamde w tym samym świecie (i, jak zgaduję, borwemryvśzl jłnśavr wrtb xbavrp... xgóel olć zbżr oęqmvr chaxgrz jlwśpvn qb pmrtbś mhcrłavr vaartb). Dałoby się tu jednak wyciąć ze środka te początkowe etapy rozwoju świata, tego jest naprawdę chwilami za dużo i za monotonnie, i dlatego pierwwszy raz odkładałam książkę Stephensona z poczuciem, że być może ponownie jej już nie przeczytam. Nie rozumiem również, wnxvr jłnśpvjvr mnqnavr zvnł qb fcrłavravn Rabpu Ebbg v qynpmrtb j xbńpbjrw vqlyyv avr jvqmvzl Mhyv.


2019-07-08 09:49:51 Komentuj (0)

---


"Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL" Aleksandra Boćkowska

Luksus PRL-u kojarzy mi się z boazerią, którą mieliśmy w przedpokoju, a zwłaszcza z jej najbardziej zdumiewającym elementem - łukiem poniekąd gotyckim. Dlaczego Matka moja, dysponująca niezłym gustem i ceniąca raczej umiar, postanowiła zrobić sobie w domu coś takiego, pozostaje dla mnie teraz zagadką, w dzieciństwie bowiem przyjmowałam to oczywiście jako status quo. Zgaduję, że w planach miało to wyglądać inaczej, wyszło jak wyszło, to też znak rozpoznawczy tamtych czasów. Boazeria była lakierowana, i kiedyś wykonałam na niej długopisem napis "Lufthansa". Dlaczego, to druga nierozwiązywalna zagadka sprzed lat. Poza tym ówczesny luksus kojarzy mi się z kawiorem i łososiem wędzonym serwowanymi uparcie przez moją ciotkę, nawet jeszcze w czasach zupełnie współczesnych. Tak było kiedyś, i tak było elegancko, to po co zmieniać. Ponieważ u ciotki bywaliśmy często, a poza tym kawior dostarczał również i wujek pracujący za wschodnią granicą, to gdy kiedyś Mama zapytała mnie nieopatrznie w tramwaju, co życzyłabym sobie na kolację, ze zgrozą usłyszała w odpowiedzi wygłoszone stanowczo "kawiorek!". Usłyszała nie tylko ona, ale i cały tramwaj, gdyż głos miałam od urodzenia stentorowy. Nieraz wspominała spojrzenia, jakimi została wtedy obrzucona.

Aleksandra Boćkowska zaczyna od Gdyni powojennej, gdzie domki pobudowali sobie marynarze, ówczesna elita: pływali i mieli dostęp do dóbr świata, w przeciwieństwie do reszty narodu. Przywozili te dobra, i uważani byli za bogaczy. Autorka udowadnia, że w rzeczywistości było raczej przaśnie i siermiężnie. Jak i potem, za Gomułki, który krzyczał, że po co komu szynka, skoro można zjeść szczawiową z jajkiem. Z punktu widzenia dzisiejszej dietetyki można mu tylko przyklasnąć. Wszystko się zmienia. Gomułkę zastąpił Gierek, a ten jak wiadomo nabrał kredytów i nasprowadzał towarów, polskie pojęcie luksusu zaczęło wyglądać inaczej. 

Jest tu rozdział o Pile, która po reformie w 1975 roku stała się stolicą województwa, a jej nowy wojewoda Andrzej Śliwiński zapragnął, żeby miasto dorosło do tego statusu. Był ambitny i energiczny, stąd ówczesne "pilskie przyspieszenie". Dalej jest o niedobitkach polskich arystokratów, którzy po wojnie na przykład hodowali pieczarki, na szparagi w Polsce bowiem popytu nie było. Jest o górnikach, elitarnej Saskiej Kępie, hotelach w Zakopanem, hotelu Victoria, i producentach zegarków. Autorka ma dość publicystyczny, suchy styl, lubi wyliczenia i równoważniki zdań, i jest bardzo rzeczowa, co zabawnie kontrastuje z tematyką książki. 


2019-07-01 23:50:15 Komentuj (3)

---


"Przedrzeźniacz" Walter Tevis

Spofforth jest robotem, Marki 9, najdoskonalszym stworzonym przez człowieka. Nosi w sobie osobowość depresyjnego inżyniera. Chciałby umrzeć, ale nie może się zabić, bo celowo wbudowano mu ograniczenia. A teraz rządzi konającym światem za tysiąc lat, gdzie zostało parędziesiąt milionów ludzi, bezustannie ogłupiających się narkotykami, nieumiejących nawet czytać. A wręcz jest to zakazane, jako szkodliwe. Chyba, że ktoś jednak się nauczy, jak drugi bohater, Paul Bentley, którego poznajemy przez jego dziennik, w którym odkrywa prawdę o świecie.

Narracja i antyutopijny obraz świata bardzo w stylu lat 80, w czym nic dziwnego, bo powieść wydana została w roku 1980 (i nominowana do Nebuli). Pobrzmiewają tu oczywiście echa "Nowego wspaniałego świata" i "Czy androidy..." Dicka. Tak samo jak one, pozostaje aktualna. Nadal łatwo można sobie wyobrazić świat, w którym ludzie tak długo wymyślali coraz znakomitsze ułatwiacze życia, wytłumiacze emocji i inne ersatze wszystkiego, aż przesadzili i nie zostało już nic.


2019-06-24 13:50:11 Komentuj (0)

---


"The Tea Master and the Detective" Aliette de Bodard

Ogromne rozczarowanie, że Nebuli za minipowieść (novellę) nie dostał Murderbot, było tym większe, że dostała ją de Bodard. Czytałam kilkanaście jej opowiadań, bo z jakichś przyczyn Dozois ją ukochał, nie podobało mi się właściwie żadne. Z niejasnych przyczyn nie umiem zaakceptować rodzenia przez kobiety umysłów statków podróżujących przez deep spaces. Odległa przyszłość, niewyobrażalna technologia, a inkubatorów nie mają? Natomiast tutaj jest dość fajne otwarcie. Do statku kosmicznego przychodzi pani w interesach. Statek natomiast jest ubogi i przymierający głodem, ponieważ już nie chce zanurzać się w podprzestrzeń po strasznej traumie, której doświadczył jakiś czas temu (nie rozumiem, nie mają tam psychologów i terapii dla statków?) Musi się zgodzić na propozycję. Specjalizuje się poza tym w parzeniu mieszanek herbacianych pozwalającym ludziom funkcjonować w deep spaces. Long Chau zaś jest specyficzną wersją Sherlocka Holmesa, i razem będą prowadzić dochodzenie w sprawie dawnej śmierci. Odsuwając na bok środowisko, którego nie cierpię, są tu zupełnie niezłe postaci oraz relacje między nimi, na które mają wpływ tradycje azjatyckie. To dość oryginalne podejście, i w zasadzie żałuję, że nie podoba mi się to uniwersum bardziej.

2019-06-16 19:44:33 Komentuj (0)

---


"Ota Pavel. Pod powierzchnią" Aleksander Kaczorowski

Mogę sobie postanawiać do woli, że nie będę już czytać o Zagładzie, a ona mnie i tak znajdzie. Chociaż czego się spodziewałam. Wojna kładzie się cieniem na biografii każdego człowieka urodzonego w wieku XX. Jeśli nie dotknęła jego samego, to jego rodziców lub dziadków. A już na pewno, jeśli nosi w sobie ślad krwi żydowskiej. Ota Pavel urodził się zaś w roku 1930 jako Ota Popper, z matki Czeszki i ojca Żyda, ale niepraktykującego. Ten miał natomiast w Trieście bogatego stryja, Leopolda Poppera, który stał się pierwowzorem Leopolda Blooma, tego bohatera najsłynniejszej powieści XX-wiecznej, który pewnego czerwcowego dnia włóczy się ulicami Dublina. Jego córka - kuzynka zatem Oty Pavla - była natchnieniem dla postaci Molly, tej od monologu końcowego, James Joyce był bowiem w Trieście jej nauczycielem angielskiego. Świat jest mały i zaskakujący.

Wracając natomiast do kwestii żydowskiej, rozumiem - w żaden sposób niczego nie usprawiedliwiając - że w przedwojennej Polsce Żydzi byli wyraźnie widoczni, odmienni, kłuli w oczy odrębnością. Natomiast w Czechosłowacji sytuacja miała się zgoła inaczej: dzięki świeckości państwa już na początku wieku połowa Żydów uważała się za Czechów albo, o zgrozo, za Niemców. Nie bardzo nawet wiedzieli, że są w jakiś sposób inni. Nie było tam w związku z tym antysemityzmu, dopóki nie pojawił się w sąsiednich krajach około 1937. Wtedy zaczęto przebąkiwać o rozwiązaniu tej kwestii, a kiedy weszli Niemcy, nic już do gadania nie było.

Mieli matkę aryjkę, więc dwaj starsi synowie Leona Popppera trafili do getta dość późno. Dzięki temu przeżyli. Jiří do Auschwitz wywieziony zostali ostatnim transportem, jesienią 1944. Przeszedł przez selekcję doktora Mengele, potem trafił do Mauthausen. Wrócił, ale w strasznym stanie. W tym czasie nieletni Ota został z matką. Nie umiem sobie nawet wyobrazić, co musiał przeżywać nastolatek, odkrywający cierpienia braci i ojca z powodu pochodzenia, o którym wcześniej nawet nie myśleli. Kaczorowski podkreśla tę kwestię, w niej bowiem upatruje źródła późniejszej choroby psychicznej pisarza. Był leczony już w wojsku, mając 21 lat, ale katalizatorem późniejszych poważnych problemów było powiedzenie przez hokeistę "Do gazu, Żydzie". Nazwisko natomiast rodzina zmieniła w roku 1955. Wtedy pisarz poznał swoją przyszłą żonę (zresztą starszą o 6 lat i mającą już dwóch synów).

Jest tutaj przejmujący i zdumiewający fragment o tym, jak w getcie w Terezinie w czerwcu 1944 (!) roku nakręcono film propagandowy na użytek Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Niency chcieli udowodnić, że Żydom żyje się tam świetnie. Do końca roku większość aktorów zginęła w Auschwitz, a jedną z pierwszych ofiar był reżyser filmu.

Byłam przekonana, że Ota Pavel popełnił samobójstwo. Okazuje sie, że wprawdzie o tym często myślał, ale jego przedwczesna śmierć była wynikiem nieleczonych skutków ubocznych litu, który wtedy był nowym lekiem na dwubiegunówkę. Pomógł pisarzowi, pozwolił mu napisać "Śmierć pięknych saren" - ale ostatecznie odebrał mu życie.

Dobrze się czytająca, miejscami nieco chaotyczna biografia, w której - podobnie jak u Kostyrko - widać autora, czasami w reportażowym stylu relacjonującego, jak spotykał ludzi i oglądał miejsca związane z bohaterem. Podoba mi się ten chwyt, chociaż nieco bym to zredagowała, niekoniecznie musimy wiedzieć, że autor odwiedzał te miejsca z Mariuszem.


2019-06-13 09:26:51 Komentuj (5)

---


"Rocketman"

Żadnych dat. To nie tyle biopic, co złożony z impresjonistycznych scen musical osnuty na życiu Eltona Johna, który w dzieciństwie był nieśmiałym, tłustawym Anglikiem w okularach, i doprawdy ostatnią rzeczą, której można by się spodziewać, to że zostanie gwiazdą rocka światowego formatu. Albo właśnie pierwszą, bo tak to jakoś w życiu się układa, że dzieci kochane i wspierane wcale nie osiągają tego, co te odrzucane i wyśmiewane. Pytanie jeszcze tylko o cenę, jaką za to płacą. Niezbyt oryginalne spostrzeżenie, ale to pod wpływem filmu, który składa się z banałów i kiczu, więc pasuje doskonale do bohatera. O faktach można sobie doczytać, a pokazanie tego, co przecież wszyscy znamy, wyszło twórcom nieźle. Z drugiej strony chciałabym jednak zobaczyć to, co czyni Eltona Johna Eltonem Johnem: szlachectwo, przyjaźń z księżną Dianą, działalność charytatywną i tak dalej. Tymczasem dostajemy standardową opowieść o surowym ojcu (według brata przyrodniego to zupełna nieprawda, podobno mieli dobre kontakty), zimnej matce, pragnieniu miłości, poszukiwaniu tożsamości, fatalnie ulokowanych uczuciach, złym agencie, uzależnieniach. To mogłaby być biografia niemal każdej gwiazdy mniejszego czy większego formatu. Choć rozumiem, że ponieważ bohater żyje i ma się dobrze,a w dodatku figuruje w tym filmie jako producent, o obiektywność trudno. Za to malowniczość na ekranie była.

2019-06-10 14:58:49 Komentuj (0)

---





Poprzednie
Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem